• 150
  •  
  •  
  •  
  •  
    150
    Udostępnienia

2,624 total views, 0 views today

Stephen King napisał kiedyś, że postacie w powieściach nie odchodzą ot tak. Bóg zabiera je do siebie, kiedy uzna, że nadszedł ich czas, a pisarz jest Bogiem dla postaci w swojej powieści – tworzy je tak, jak Bóg stworzył nas i nikt nie może żądać od Boga wyjaśnień.

 

Jednak w przypadku wspomnianych poniżej pisarzy, słowa Stephena Kinga nie miały odzwierciedlenia w rzeczywistości. Wielu z nich, na pewnych etapach swojego życia walczyli z piętnem wykreowanych przez siebie bohaterów, zarzekając się, że gdyby mogli cofnąć czas, to nigdy nie napisaliby słowa.

 

LEWIS CARROLL

 

Autor „Alicji w Krainie Czarów” od przeszło stu lat jest na ustach świata. Podejrzewano go nawet o bycie Kubą Rozpruwaczem i istnieją fakty popierające tę teorię.

 

Jego książka wciąż króluje na liście dziecięcych bestsellerów i nie zanosi się na zmianę trendu – nawet wykraczająca poza skalę sława Harry’ego Potter’a nie przyćmiła Alicji. Gdyby Lewis Carroll żył w XXI wieku, z pewnością popularność doskwierałaby mu jeszcze mocniej niż w czasach, kiedy tworzył.

 

Pewnego razu, pisarz wysłał list do przyjaciółki, w którym w gorzkich słowach opisał sławę. Nawet pseudonim, który przybrał (naprawdę nazywał się Charles Lutwidge Dodgson – przyp. red.) nie pomogło mu stłumić rozgłosu.

 

Opinia publiczna bezustannie łączy moje prawdziwe nazwisko z tą książką. Ludzie gapią się na mnie na ulicy i pokazują na mnie palcami. Czuję się jak lew [w cyrku]. I tak bardzo tego nienawidzę, że czasami chciałbym cofnąć czas, żeby nigdy nie napisać żadnej książki!

 

ALAN A. MILNE

 

Życiowego dzieła tego pisarza nie trzeba nikomu przypominać. Milne stworzył kolejnego nieśmiertelnego bohatera, jakim był Kubuś Puchatek. Początkowo opowieści ze Stumilowego Lasu przeznaczone były dla jego syna, Christophera.

 

Niestety, pisarz szybko pożałował wydania powieści. Choć historie ze Stumilowego Lasu uszczęśliwiły miliony czytelników na całym świecie, to w ostatnich latach życia A. A. Milne, pogrążał się w smutku. Tworzył nowe dzieła, niezwiązane z Puchatkiem, ale nie był w stanie powtórzyć wcześniejszego sukcesu.

 


Milne sądził, że nieprawdopodobny sukces opowieści o Kubusiu przyćmił całą resztę jego twórczości przeznaczonej dla dorosłego odbiorcy. Nienawidził również łatki „pisarza opowiastek dla dzieci”.

 

Christopher Milne również otrzymał łatkę. Od tamtej pory kojarzono go głównie z postacią Krzysia.

 

Na dodatek, w swojej autobiografii, Christopher żalił się, że ojciec odebrał mu jego dobre imię i nie zostawił mu nic prócz pustej, bezwartościowej sławy bycia synem wielkiego A.A. Milne.

 

Niedługo przed śmiercią, Alan Milne napisał w swoim dzienniku, że pisarz potrzebuje czegoś więcej niż pieniędzy za swoją pracę. Ważniejsza jest nieśmiertelność i cóż, pisarz otrzymał ten dar od Kubusia Puchatka, i nic już tego nie zmieni.

 

KARL OVE KNAUSGARD

 

W 2009 roku norweski pisarz – Karl Ove Knausgård – opublikował pierwszą ze swoich autobiograficznych powieści pod tytułem „Moja walka”. Krytycy i czytelnicy byli zachwyceni, ale za to książka skomplikowała jego rodzinne relacje. Knausgård otrzymał kilka nagród w dowód uznania, a krajowe gazety okrzyknęły go Pisarzem Roku.

 

Jednak on nie potrafił pogodzić się z rozgłosem. Członkowie jego rodziny i przyjaciele byli na niego wściekli za sposób, w jaki przedstawił ich w serii książek. Jego była dziewczyna powiedziała w wywiadzie dla „Bergens Tidende”, że poczuła się, jakby Knausgård wymierzył jej policzek.

 

W rezultacie narastającego wokół niego szumu, Karl Ove Knausgård zabrał żonę i dzieci do Szwecji. Osiedlili się w małej wiosce, gdzie nikogo nie obchodzi literatura, bo dopiero tam mogli rozpocząć normalne życie.

 

Od tamtej pory pisarz nie lubi rozmawiać o swoich książkach, bo wspomnienia wzbudzają w nim smutek.

 

LUCY MAUD MONTGOMERY

 

Kiedy panna Montgomery – zniechęcona kilkoma nieudanymi próbami wydania powieści – postanowiła jeszcze raz spakować bezużyteczny manuskrypt i wysłać go do wydawcy w Bostonie, nie mogła przypuszczać, że niewinna, rudowłosa Ania, stanie się kiedyś jej zmorą.

 

W pierwszych latach, książkę sprzedano w ponad 100 tysiącach egzemplarzy i powstało 37 różnych wydań. Montgomery uparcie unikała rozgłosu, chcąc zostać przy jednej książce, którą i tak uważała za niedopracowaną. Jednak wielbiciele szybko zaczęli domagać się kolejnych tomów przygód Ani z Zielonego Wzgórza.

 

Świat panny Montgomery nie był tak kolorowy jak ten, w którym żyła Ania Shirley. Narastająca presja ze strony fanów i niekorzystna umowa z wydawcą sprawiły, że autorka musiała napisać kolejny tom, a potem następny i następny.

 

Po czterdziestu latach, na biurko wydawcy trafił maszynopis ostatniego tomu przygód Ani Shirley. Jeszcze tego samego dnia, Lucy Maud Montgomery planowała popełnić samobójstwo w swoim domu w Toronto.

 

W swoim dzienniku napisała:

 

Raz na zawsze kończę serię o Ani, przysięgam na bogów z Olimpu. Z chwilą, gdy Ania przestała być natchnieniem, zaczęła prześladować mnie jak zmora.

 

ANTHONY BURGESS

 

W 1985 roku Anthony Burgess opisał jak bardzo nienawidzi „Mechanicznej Pomarańczy”, którą swego czasu wydał. Nienawiść autora była spowodowana głównie niewłaściwymi interpretacjami dzieła. Sytuację pogorszyła ekranizacja powieści, której reżyserem był Stanley Kubrick.

 

Choć film uchodzi za jeden z najlepszych obrazów w historii kina, według Amerykańskiego Instytutu Filmowego, to w oczach Anthony’ego Burgess’a ekranizacja pogrzebała ideę powstania powieści.

 

Jedyna książka, z jakiej jestem znany, jest książką, której jestem gotowy się wyrzec. Powieść zaczyna być kojarzona jako doskonały materiał na filmy gloryfikujące seks i przemoc. Film sprawił, że czytelnicy jeszcze łatwiej mijają się z właściwą interpretacją powieści. To niezrozumienie będzie mnie prześladowało aż do śmierci. Powinienem był nigdy nie napisać tej książki.

 

Czasami jest tak, że pisarz rzeczywiście jest bogiem i może robić z wykreowanym światem, co tylko chce. Jednak są takie dzieła i takie postacie, które na pewnym etapie odrzucają wolę swoich stwórców i zaczynają żyć własnym życiem. Znany wszystkim Sherlock Holmes czy Ania Shirley to dwoje z najbardziej kultowych bohaterów literackich.

 

Wbrew temu, o czym myśleli pisarze, Ania i detektyw stali się dobrem publicznym. Utożsamiały się z nimi miliony czytelników na całym świecie. A dobra publiczne mają to do siebie, że należą do wszystkich, więc jednostka nie ma już możliwości samodzielnie decydować o ich losie. Czyżby tak było? Nie zgadzam się z tym, bo uważam, że autor ma zawsze rację, ale co ja mogę? Mogę o tym tylko napisać.

Related posts: