• 42
  •  
  •  
  •  
  •  
    42
    Udostępnienia

384 total views, 0 views today

Czy „Alicja w Krainie Czarów” to tylko niewinna bajka dla dzieci, czy może opowieść o seksie, narkotykach i kolonializmie? Istnieją środowiska twierdzące, że tak.

 

Dla dzieci „Alicja w Krainie Czarów” to opowieść niemal równie ekscytująca, co przygody Harry’ego Pottera. Bo kto by pomyślał, żeby połączyć narkotyczną wizję świata z kilkuletnią dziewczynką przedostającą się do baśniowej krainy przez króliczą norę. Ta ostatnia, zdaniem niektórych środowisk jest freudowskim symbolem mającym tłumaczyć pedofilskie skłonności Lewisa Carrolla, ale to temat na inną dyskusję.

 

Kilka lat temu w Nowym Jorku pojawiła się wystawa z okazji 150-lecia wydania książki. Już wtedy wałkowano temat podejścia Lewisa Carrolla do małych dziewczynek i jego stosunek do narkotyków.

 

Osoby odpowiedzialne za zorganizowanie wystawy, odpierały zarzuty w taki sposób, że czasy, w których żyjemy to ciągła potrzeba poszukiwania sensacyjnych wiadomości. W XXI wieku narkotyki, seks i rock ‘n’ roll są obecne wszędzie.

 

Trudno się dziwić, że po przekopaniu się przez dziesiątki artykułów prasowych, wpisów blogowych i komentarzy czytelników, można odnieść wrażenie, że dobranocna bajka jest w rzeczywistości alegorycznym obrazem kontrkultury hipisowskiej.


Zdaniem krytyków, nie brakuje w niej odniesień do narkotyków, zawiera parabolę brytyjskiego kolonializmu i niezliczone opowieści o heroinie, kokainie – nie mówiąc już o tej nieszczęsnej króliczej norze, na którą Freud z pewnością by się uśmiechnął.

 

PODEJRZENIA O PEDOFILIĘ

 

Opowieść rozpoczyna krótka rymowanka, z której wynika, że autor zabrał na wycieczkę łódką, trzy małe dziewczynki. Gdyby Lewis Carroll żył w 2018 roku, to nigdy nie zacząłby w ten sposób swojej książki, bo od razu ktoś posądziłby go o pedofilię. Często się z tego żartuje, ale czasami naprawdę aż trudno wyplenić z głowy przekonanie, że każdy przejaw życzliwości wobec dziecka może zostać źle odebrany.

 

Oczywiście nie istnieją żadne dowody na to, że Lewis Carroll był pedofilem. Chyba, że komuś wystarczy fakt, że dorosły facet lubił spędzać czas z dziećmi, które czasami siadały mu na kolanach albo pozowały mu do zdjęć. Choć co do fotografii, pojawiają się tu pewne zgrzyty, gdyż pisarz uwielbiał robić zdjęcia dziewczynkom, które niejednokrotnie odsłaniały części swoich ciał.

 

KTO DOSZUKAŁ SIĘ DZIWNEJ SYMBOLIKI?

 

Kiedy umarła wiktoriańska pruderia i narodziła się psychoanaliza, krytycy jeszcze raz spojrzeli na tekst „Alicji w Krainie Czarów” i dokonali co najmniej dziwnych odkryć. Od tamtej pory „królicza nora” stała się „pochwą”, „klucze otwierające zamki” alegorią odbycia „stosunku seksualnego”, a „Pan Gąsienica” to klasyczny „fallus”. Niektórzy poszli o krok dalej i słona woda na podbródku Alicji skojarzyła im się z masturbacją. Można się tylko domyślać, dlaczego.

 

Pewien literaturoznawca, William Empson powiedział kiedyś, że przejście przez króliczą norę to metafora stosunku seksualnego, zaś Alicja jest płodem, który narodzi się jako kobieta wyłącznie w momencie, gdy sama zostanie matką. Pokrętnie to brzmi, ale fakty są takie, że „Alicja w Krainie Czarów” do dzisiaj uchodzi za problematyczne dzieło, bowiem rzadko się zdarza, żeby jeden tekst miał co najmniej trzy odmienne oblicza.

 

„ALICJA W KRAINIE NARKOTYKÓW”

 

Na początku lat 60-tych pojawił się trend na doszukiwanie się narkotycznych podtekstów w opowieści. Hipisi, którzy zakochali się w opowieści Lewisa Carrolla, byliby zadowoleni z tego tytułu. Dla nich „Alicja” była jednym wielkim narkotycznym tripem.


 

Jednak trudno się temu dziwić, kiedy Pan Gąsienica pali fajkę wodną, a Alicja podgryza grzybki, które zmieniają jej świadomość. Atmosfera całej opowieści mocno odstaje od przyjętych w świecie realiów – może dlatego, że to bajka dla dzieci i najważniejsza jest wyobraźnia.

 

Jednak sądzę, że hipisi nie zastanawiali się wówczas nad motywacjami Lewisa Carrolla. Przecież królik cały czas leci na speedzie (w Disneyowskiej odsłonie ma nawet czerwone oczy). Jakby tego było mało, w Krainie Czarów czas płynie inaczej.

 

Jednak nie tylko produkcja Disney’a podtrzymuje w ludziach przekonanie o narkotycznych podtekstach w książce. W trylogii braci Wachowskich, jeden z bohaterów mówi:

 

„Bierzesz niebieską pigułkę, historia się kończy i budzisz się w łóżku i wierzysz w cokolwiek, w co tylko chcesz wierzyć. Bierzesz czerwoną pigułkę, zostajesz w Krainie Czarów, a ja pokazuję ci jak głęboka jest królicza nora.”

 

 

A grupa muzyczna Jefferson Airplane, śpiewała swego czasu:

„When the men on the chessboard get up,

And tell you where to go,

And you’ve just had some kind of mushroom,

And your mind is moving low,

Go ask Alice, I think she’ll know.”

 

Prawda jest taka, że podobne powiązania i zarzuty znajdziecie na licznych forach i w artykułach, ale eksperci podchodzą do tego sceptycznie. Ostatecznie nie ma twardych dowodów na to, że Lewis Carroll był narkomanem i w jakiś pokrętny sposób próbował wyprać mózgi dzieciakom, oswajając je z narkotykami.

 

Kontrowersje wokół „Alicji w Krainie Czarów” wzięły się głównie z faktu, że Lewis Carroll miał dość nietypowe zainteresowania. Mówiąc  wprost, lubił oglądać przez obiektyw roznegliżowane dziewczynki, co już w dzisiejszych czasach, znacznie wpłynęło na jego autorytet.

 

Ostatecznie, opowieść o małej Alicji była tak naprawdę książką o dojrzewaniu, walce z akceptacją własnego, zmieniającego się ciała, a także o poszukiwaniu swojego „ja” w świecie zdominowanym przez dorosłych. Cóż, możliwe, że autor miał dobre intencje i wcale nie był Kubą Rozpruwaczem, ale zmieniająca się na przestrzeni lat moralność, zrobiła swoje.

 

Materiały źródłowe:

BBC Culture

BBC Culture

BuzzFeed

The Huffington Post


Related posts: