• 1
  •  
  •  
  •  
  •  
    1
    Udostępnij

137 total views, 1 views today

Taksówkarz to wielowarstwowy i dobry dramat, który nie sposób ogarnąć podczas jednego seansu. Genialny Robert De Niro stworzył wyjątkową kreację. Trzeba to obejrzeć przynajmniej kilka razy w życiu, bo wiem po sobie, że z wiekiem spogląda się na Taksówkarza inaczej.

W tym tekście występują zwroty i pojęcia powszechnie uznawane za obraźliwe i rasistowskie. Autor tekstu nie jest rasistą i nie trudni się budowaniem murów między ludźmi, jednak uznał, że recenzja tego filmu wymaga zastosowania pewnej konwencji. Miej to na uwadze.

 

ROBERT DE NIRO JAKO TAKSÓWKARZ

Akcja filmu toczy się po 1975 roku, w którym zakończyła się wojna w Wietnamie. Poznajemy Travisa, weterana działań wojennych i byłego Marine. Mężczyzna cierpi na bezsenność. Nocami jeździ po mieście metrem albo autobusami, ale znudzony takim życiem, postanawia zarobić na swojej przypadłości.

Zatrudnia się w korporacji taksówkarskiej. Przyjmują go, a kartą przetargową Travisa jest zgoda na odwiedzanie najgorszych dzielnic Nowego Jorku, Bronxu i Harlemu. Wówczas większa część taksówkarzy odmawiała kursowania w te rejony ze względu na skrajne niebezpieczeństwo. Niektórzy nawet nie wpuszczali do auta czarnucha, bojąc się o własne życie.

Travis ma to gdzieś. Chce zarobić i nie musieć gnuśnieć w ciasnym i dusznym wagoniku metra po nocach, kiedy wszyscy inni ludzie śpią albo pracują na nocnych zmianach w fabrykach.

 

NOWY JORK – MIASTO DEGENERATÓW I WARIATÓW

Już w pierwszych ujęciach filmu jesteśmy wprowadzeni w specyficzny nastrój panujący w Nowym Jorku. Trzeba tu wspomnieć o muzyce skomponowanej przez Bernarda Herrmanna. W filmie pojawia się 9 utworów, ale dominuje jeden, który kojarzy się ludziom tylko z Taksówkarzem i brudami Nowego Jorku.

Miejscami dziwne, bardzo szczegółowe bliskie plany na twarz Travisa potęgują napięcie. Widzimy też detale taksówki, którą się porusza. W końcu wnętrze charakterystycznego, żółtego auta to miejsce, w którym spędzimy najwięcej czasu. To zza szyby samochodu Travis ogląda toczone przez złośliwego raka bezprawia miasto i nabiera do niego wstrętu.

Nowy Jork spływa krwią ludzi zabijanych codziennie na ulicach buzującego od negatywnych emocji Bronxu i Harlemu, a Travis jest zdania, że należy coś z tym zrobić. Stare dobre filmy charakteryzują się specyficznym montażem. Widz ma wrażenie, że widzi więcej i czuje głębiej.

 

Nocą na ulicę wyłażą wszystkie zwierzęta. Kurwy, alfonsi, pedały, transi, narkomani i dilerzy. Pewnego dnia spadnie prawdziwy deszcz i zmyje cały ten brud.

 

MARTIN SCORSESE POKAZUJE PIEKŁO NA ZIEMI

Reżyser chce nam pokazać człowieka wyniszczonego przez niedawno zakończoną wojnę wietnamską. W tle nie brakuje odniesień do konfliktu zbrojnego i afery Watergate związanej z ustąpieniem Richarda Nixona. Travis poznaje dziewczynę pracującą w lokalu wyborczym jednego z ambitnych senatorów kandydującego na prezydenta.

Nowy Jork pokazywany jest głównie nocą, co potęguje u widza wrażenie, że wybrał się z Travisem na wycieczkę do piekła i wygląda na to, że dostał bilet tylko w jedną stronę. Kiedy patrzymy na to miasto zza szyby taksówki, trudno powiedzieć o nim cokolwiek dobrego.

 

Zachęcam Cię do przeczytania innych recenzji na tym blogu – “Absolwent” i “Better Call Saul” – ponieważ kino to nie tylko stare dobre filmy, ale również seriale.

 

Ma się wrażenie ulegania przemianie wewnętrznej razem z głównym bohaterem. Chciałoby się razem z nim uprzątnąć brudne ulice. W miarę postępowania akcji, przechodzimy z Travisem przez jego uczuciowe rozterki, rozmyślamy o ambicjach i szansach młodych ludzi żyjących w Stanach Zjednoczonych. Każde pokolenie przechodzi przez te same problemy.

W wyniku przeciwności losu i narastającej w Travisie frustracji, jesteśmy świadkami jego radykalnej przemiany. Widzimy nawet jak staje przed lustrem i ćwiczy przed ostateczną batalią ze światem, mając świadomość, że może go to kosztować życie. Obserwujemy człowieka gotowego na wszystko, który mając w głowie obraz nieletniej prostytutki i kolejnego polityka obiecującego ludziom zmiany, decyduje się wziąć sprawy we własne ręce.

Travis wydaje się dziczeć z każdą minutą filmu. W pewnym momencie trudno oprzeć się myśli, że mamy do czynienia z psychopatą. Jednak prawda jest ukryta znacznie głębiej. Chciałoby się powiedzieć, że gdzieś głęboko, w jądrze kłamstwa, bo taksówkarz to w rzeczywistości wrażliwy na ludzką krzywdę młody człowiek, którego powinni się bać tylko źli ludzie.

 

TAKSÓWKARZ JAKO URBAN-WESTERN?

Martin Scorsese dał ludziom nowoczesny i ponadczasowy western – właśnie wtedy, kiedy opowieści o dzikim zachodzie były popularne. Widzimy wewnętrzną walkę bohatera z samym sobą i chcemy triumfu dobra. Ponadto, nie da się nie zauważyć kilku smaczków charakterystycznych dla westernów, jakby reżyser chciał widzowi napomknąć, że to taka gra.

Jednak nie tylko w taki sposób Martin Scorsese puszcza do nas oko. Pojawia się osobiście aż w dwóch scenach – pierwsza to tylko obecność w kadrze podczas plenerowego ujęcia, druga to już ciekawy epizod. Reżyser pokazał, że potrafi dobrze zagrać powierzoną mu rolę.

Ponoć zachorował mu jeden z aktorów i dlatego młody Scorsese zdecydował się go zastąpić osobiście. Mogło wyjść różnie, ale skończyło się na doskonałym odegraniu nerwowego pasażera zazdrosnego o niewierną żonę. Chwilami miałem ciarki na plecach myśląc, że chyba padłbym na zawał, siedząc na miejscu Travisa. W końcu taki koleś mógł zrobić wszystko, wykorzystując bezbronność odwróconego tyłem kierowcy.

 

HOLLYWOODZKIE GNIOTY BURZĄ POMNIKI KLASYKÓW KINA

Choć od powstania Taksówkarza minęło już 41 lat, film wciąż budzi emocje wśród coraz młodszych generacji widzów, bo to po prostu dobry dramat. Niestety, wydaje się, że ten stary film jest coraz bardziej niezrozumiały dla oglądających go ludzi. Przeglądając komentarze na FILMWEB, znalazłem ciekawą dyskusję na temat ogólnej oceny filmu, który na portalu ma aktualnie 7,9 gwiazdki.

Jeden z użytkowników twierdził, że około 2005 roku ten sam film miał prawie 8,7 gwiazdki. Wygląda na to, że od 12 lat ocena Taksówkarza systematycznie spada. Spodziewam się, że w kolejnych dekadach spadek będzie postępował.

Niestety nie mogłem sprawdzić statystyk FILMWEB-u, ale znalazłem listę stu najlepszych amerykańskich filmów według American Film Institute. Okazuje się, że spadek ogólnej oceny filmu to prawda, ponieważ w roku premiery, Taksówkarz plasował się na 47 miejscu w rankingu. Zaś do 2007 roku spadł o 5 lokat i zajmuje 52 pozycję.

Choć Taksówkarza nie spotkał los wielu filmów, które po latach zostały usunięte z rankingu, to istnieje prawdopodobieństwo, że stanie się tak w przyszłości. Cóż, ludzie dzisiaj lecą głównie na widowiskowe sceny napakowane efektami specjalnymi. Stare dobre filmy przestały być w cenie, bo nie da się na nich zarobić miliardów dolarów.

Hollywood chce bić kasę na produkcjach dla masowego widza. Nie ma pieniędzy na alternatywne, ryzykowne scenariusze, bo kino musi się odkuć po latach posuchy, ale może w przyszłości coś się zmieni. Pozostaje nam tylko czekać i niech los będzie  łaskawy dla utalentowanych filmowców.

Jeśli interesują Cię filmy Martina Scorsese, a nie widziałeś/aś jeszcze Taksówkarza, to polecam koniecznie nadrobić. Dobry film na wieczór, którego nie trzeba specjalnie zachwalać. Obroni się sam.