Hollywood produkuje dobre filmy? NIE!

hollywood
  •  
  •  
  •  

484 total views, 2 views today

Pewnie nie tylko ja miewam takie momenty w życiu, kiedy oczekując dobrej rozrywki, włączam film – często będący kontynuacją, sequelem, prequelem czy innym tworem nawiązującym do moich ulubionych historii – a tu klapa, bo Hollywood znowu poleciało na kasę. 
 

Zastanawiam się wtedy, po co Hollywood zadaje sobie trud wynajęcia aktorów, napisania scenariusza (albo wyciągnięcia go z kapelusza, bo tak to czasami wygląda na ekranie), wydając przy tym mnóstwo pieniędzy, żeby stworzyć gówniany film, który i tak (jeśli nawet zarobi górę forsy), to wyjdzie na zero, a w najlepszym razie da twórcom ROI na poziomie kilku procent.

Wszystko robione jest na jedno kopyto – filmy wojenne powstają dlatego, że można tam naładować dużo efektów specjalnych, a komedie są coraz mniej śmieszne, za to bardziej żałosne. Co dalej z Hollywood? Czy będą jeszcze jakieś dobre filmy?

 

VALERIAN I MIASTO TYSIĄCA PLANET

Z pewnością widowiskowy obraz – twórcy wywalili na ten film ponad 177 milionów dolarów, a przychody wyniosły mniej więcej 225 milionów dolarów, według Box Office Mojo. Pomniejszając przychód o wydatki inwestycyjne, zysk wyszedł skromny, a niesmak pozostał.

O ile film jest efekciarski, o tyle fabuła to najczęściej krytykowany element układanki Luca Bessona. Nawet słodzenie reżyserowi w wywiadach nie poprawiło wizerunku filmu, który jest zwyczajnie słaby i nie potrafi się sam obronić.

Przed falą krytyki nie udało się również uciec aktorom grającym w produkcji. Jednym z poważniejszych niedociągnięć było to, że w filmie ciężko wskazać jednoznacznie pozytywne i negatywne postacie. Obraz nie pokazuje w zasadzie nic, z wyjątkiem kunsztu grafików komputerowych, ale w kinematografii chyba nie o to chodzi.

 

Zachęcam do przeczytania recenzji serialu Better Call Saul i zbioru ciekawostek z Breaking Bad.

 

FANTASTYCZNA CZWÓRKA

Ze świecą szukać superprodukcji, która ma równie nieprzychylne recenzje i oceny widzów. Twórcy wydali 120 milionów dolarów, a w box office podawany jest przychód na poziomie 167 milionów zielonych. Jednak biorąc pod uwagę zarobki, Fantastyczna Czwórka stanęłaby na podium wyżej niż Valerian. Zatem, dlaczego to takie słabe?

Widzom nie chodzi o pieniądze. Dużym zarobkiem nie można zbudować prestiżu – inaczej wszelki chłam dla mas byłby zdolny otrzymać Oscara. Film pozbawiony był jakiegokolwiek zabarwienia emocjonalnego, liczne, trudne do wyjaśnienia, przeskoki czasowe no i nietrafione efekty specjalne. Szkoda czasu i pieniędzy.

 

PIRACI Z KARAIBÓW: ZEMSTA SALAZARA

Jako dzieciak zakochałem się w przygodach Jacka Sparrowa. Pomiędzy Klątwą Czarnej Perły a Skrzynią Umarlaka, kiedy jeszcze nie każdy miał w domu dostęp do internetu, a komputer na komunię był naprawdę dobrym prezentem, byłem całkowicie pochłonięty historiami o piratach.

W tamtym okresie rozwijała się we mnie pasja rysowania, więc oczywiście portretowałem wszystko, co wiązało się z Piratami z Karaibów i namiętnie oglądałem fotosy z zapowiedzianej drugiej części. Jeszcze wtedy nie sądziłem – pewnie nikt się nie spodziewał –  że ta naprawdę dobra saga rozwinie się do takich rozmiarów i zamiast ciekawe, zacznie być zwyczajnie głupie. Wszyscy podejrzewali, że na trzeciej części się skończy, ale przyszła słaba czwórka i jeszcze gorsza piątka.

Wszystko tak spowszedniało. Jack to coraz większy degenerat społeczny i cień dawnego pirata. Fabuła znowu o tym samym, tylko scenografia lekko zmieniona – innymi słowy nuda. Na dodatek ten nieszczęsny polski dubbing, gdzie Sparrow z głosem Czarka Pazury brzmi, jakby ktoś ścisnął Jackowi jaja. Przynajmniej finansowo film wyszedł na swoje, ale to już zupełnie inna historia.

 

OBCY: PRZYMIERZE

Kolejny odgrzewany kotlet. Przy 100 milionach dolarów inwestycji, przychód na poziomie 240 milionów nie robi wrażenia. Może wreszcie twórcy zrozumieją, że czas już przestać wyciskać tę cytrynę, bo ona już nie ma soku! Wcześniejsze wersje miały klimat – tyle i aż tyle. Najnowsza nie ma nic, ale stali widzowie i tak obejrzą z sentymentu. W takich chwilach zawsze myślę o nowych Star Warsach.

Słyszałem kiedyś, że Hollywood będzie produkować sagę o kosmosie w nieskończoność, bo ona przynosiła, przynosi i będzie przynosić zyski – jak bajki o Myszce Miki. Można i tak, ale szkoda, że dobre historie w pewnym momencie zaczynają zjadać własne ogony przez pazerność amerykańskich producentów filmowych.

Dlaczego ktokolwiek zadaje sobie trud i produkuje podobne chłamy? Czy reżyser zaślepiony swoją wizją nie ma odrobiny autorefleksji? Czy rodzina nie może mu powiedzieć: “Luce, to jest słabe. Może nakręć coś lepszego.”?

Cóż, w zasadzie odpowiedziałem sobie na to pytanie klepiąc w klawiaturę tych kilka zdań o każdym filmie. Jeśli chodzi o Hollywood, to już od dawna mówi się o braku świeżych pomysłów. Nikt tam nie pisze innowacyjnych scenariuszy, bo po co, skoro Star Wars na siebie zarobi? Nie trzeba podejmować ryzyka, które dla skalkulowanych producentów filmowych jest zbędne.

Można zrobić ekranizację kolejnego komiksu o Spider-Manie, albo jeszcze lepiej – zestawić go z Batmanem i Supermanem, a potem liczyć, że ludzie się na to rzucą. Sukces jednego filmu zawsze kusi, żeby wyciągnąć z tego jeszcze więcej.

 

HOLLYWOOD SZUKA PIENIĘDZY TAM, GDZIE ICH NIE MA

Jeśli już mówimy o zyskach, które przecież w przemyśle filmowym są ważniejsze niż jakość dzieła, nie można pominąć tematu najlepiej zarabiających produkcji. Może to być dla Ciebie zaskakujące, ale w kinematografii najlepiej zarabiają filmy dokumentalne i horrory.

ROI (zwrot z inwestycji) potrafi być na poziomie kilkudziesięciu tysięcy procent. Warto też nadmienić, że praktycznie nie istnieją filmy dokumentalne, które na siebie nie zarobiły. To samo w kwestii horrorów. Kino grozy miało swoje lepsze i gorsze momenty, ale za każdym razem wstawało z kolan, otrzepywało ramiona z kurzu i z powrotem ruszało na podbój świata – czego przykładem jest nowa ekranizacja „To” Stephena Kinga.

Może jeśli Hollywood zmieni politykę względem tworzenia nowych filmów – znajdzie świeże scenariusze, to przestanie szukać winnych za porażki tam, gdzie ich nie ma. Ostatnio było głośno o tym, że za zły odbiór Mumii odpowiada Tom Cruise.

 

Źródła:

Fotografia użyta do wpisu – licencja Creative Commons Zero – fot. pixabay.com