6 miast, które powinien odwiedzić KAŻDY miłośnik książek

Książki w kolorowych oprawach ustawione na regale - na górze świeci żarówka
  • 145
  •  
  •  
  •  


Nie wiem czy istnieje coś takiego jak turystyka książkowa. Jeśli jednak kiedyś będziecie chcieli się wybrać w podróż po najciekawszych zakątkach świata to warto wybrać te związane z książkami.

Prawdopodobnie nikomu nie uda się odwiedzić wszystkich miejsc za jednym razem (po pierwsze są to znaczne odległości, a po drugie żaden szef nie daje tak długich urlopów). Jednak jeśli rozbijecie sobie taką podróż na przestrzeni całego życia, to nic tylko planować kolejne wakacje.

DUBLIN IRLANDIA

Na podróżniczej mapie świata na początek wbijemy szpilkę w Wyspy Brytyjskie. To właśnie tam można odwiedzić dwa ciekawe miejsca – Bibliotekę Trinity College i James Joyce Centre.

W bibliotece uniwersyteckiej znajdziemy pewien interesujący eksponat. Księga z Kells (nazywana też Ewangeliarzem świętego Kolumby – przyp. red.). Manuskrypt pochodzi z 800 roku i został bogato ozdobiony przez celtyckich mnichów. Księga jest jednym z najważniejszych świadectw irlandzkiego chrześcijaństwa i sztuki. Na dodatek jest najpiękniej zdobionym średniowiecznym manuskryptem, który zachował się do naszych czasów.

Z kolei w Centrum Jamesa Joyce’a znajdziemy wszystko, co związane z pisarzem. Odwiedzający znajdą tam informacje biograficzne na temat życia i twórczości pisarza, a także jego wpływu na literaturę światową. Jednym z eksponatów muzeum są drzwi z numerem 7, o których mowa w książce Ulysses.

Dodatkowo zrobiono także rekonstrukcję mieszkania Jamesa Joyce’a. Dzięki interaktywnemu przewodnikowi i dobrej znajomości angielskiego będzie można poznać kawał historii samego Dublina. W końcu to na temat tego miasta powstała monumentalna powieść artysty. W muzeum znajdują się również książki napisane przez Jamesa Joyce’a, a także dzieła innych autorów, którzy w różny sposób opisywali życie pisarza.

HAY-ON-WYE WALIA

Choć Hay-on-Wye brzmi jak nazwa jakiegoś słodkiego napoju gazowanego, to w rzeczywistości jest to nazwa małej wioski na granicy Anglii i Walii. Choć miejscowość zamieszkuje mniej niż 2000 osób, wieś i tak stała się znana na świecie.

Miasto książek znane jest z licznych księgarni (ponad 30 – przyp. red.) i antykwariatów. Na dodatek w miasteczku co roku odbywa się festiwal literacki. Jeśli bywacie na polskich targach książki albo bierzecie udział w różnych podobnych wydarzeniach, to mimo to warto wybrać się do Walii. Może i w Wielkiej Brytanii pogoda jest do kitu, ale jak ktoś lubi stare i nowe książki, to w Hay-on-Wye poczuje się jak w słonecznym Acapulco.

PARYŻ FRANCJA

Paryż to nie tylko miasto serów i dobrego wina. To również żywy świadek historii sztuki. W końcu w Paryżu bywali tacy artyści jak F. Scott Fitzgerald czy Ernest Hemingway. W Paryżu mieszkał również sam Salvador Dali. Trzeba też wiedzieć, że w stolicy Francji znajdziecie również muzeum Pablo Picasso. Większość pamiątek i obrazów zgromadzonych w galerii sztuki należało lub zostało stworzonych przez hiszpańskiego malarza.

Wracając jednak do książek – w Paryżu znajduje się pewna księgarnia zwana Szekspir i spółka. Są to dwie niezależne anglojęzyczne księgarnie (do czego nawiązuje nazwa marki). W latach 20. XX wieku sklep był miejscem spotkań aspirujących wówczas pisarzy. Zdziwicie się, że wśród nich był Ernest Hemingway i James Joyce.

Warto odwiedzić tego rodzaju historyczne miejsca, by choć na chwilę poczuć nie tylko ich klimat, ale również unoszącego się tam ducha. Dzięki obcowaniu z takim miejscem można na chwilę stanąć ramię w ramię z ludźmi, którzy dzisiaj są podziwiani, a kiedyś – podobnie jak my – stanowili element szarej masy przepływającej ulicami każdego większego miasta. Im się udało wyróżnić, czego i Wam życzę w nowym roku.

BERLIN NIEMCY

Pozostając jeszcze w temacie miast, po których chodziły największe tuzy literackiego świata, powinniśmy jeszcze odwiedzić Berlin. Choć stolica Niemiec nie jest kojarzona z ośrodkiem szczególnie związanym z literaturą, to i tak musiała znaleźć się w tym zestawieniu. W Berlinie bywał Franz Kafka czy Vladimir Nabokov.

W całej tej literackiej podróży po Berlinie nie można pominąć pewnego nieprzyjemnego akcentu. Jeśli będziecie kiedyś w mieście, to odwiedźcie Bebelplatz. W 1933 roku Niemiecki Związek Studentów zapoczątkował akcję palenia książek. Dzisiaj takie wydarzenie funkcjonowałoby pod odpowiednim hashtagiem. Zaś celem akcji było ostentacyjne niszczenie książek o treści opozycyjnej do narodowego socjalizmu.

Niemcy upamiętnili to wydarzenie budując podziemny pomnik. Znajduje się on dokładnie pod stopami turystów chodzących po Bebelplatz. Pomnik wnika 8 metrów w ziemię i nakryty jest przezroczystą płytą. Chodząc po tafli można zobaczyć pomieszczenie z pustymi regałami, które miałyby pomieścić 20 tysięcy woluminów (była to liczba książek spalonych w 1933 roku – przyp. red.).

Dla miłośnika książek taki widok może być przytłaczający. Jednak tak naprawdę przerażający jest aforyzm zapisany na tabliczce stojącej obok pomnika. Słowa Heinricha Heinego pochodzące z XIX wieku brzmią:

To tylko preludium – tam, gdzie pali się książki, w końcu pali się też ludzi.

JIMBOCHO JAPONIA

Tokio to miasto różnorodne kulturowo – kolorowe z licznymi dzielnicami, z których każda ma swoją historię. Niby aglomeracja jak każda inna, ale wystarczy obejrzeć kilka filmów Krzysztofa Gonciarza, żeby zakochać się w Japonii.

Zupełnie przypadkiem trafiłem na informację o Jimbocho – dzielnicy Tokio, która jednocześnie może być ojczyzną książki. Choć wioska w Walii pełna książek wydaje się urocza, to Jimbocho uważam za ciekawsze – może dlatego, że bardziej interesują mnie wielkie miasta niż zielone wioski.

Przykład księgarni w Jimbocho – jednej z dzielnic Tokio w Japonii. (Fot. Antonio Tajuelo, licencja Creative Commons, flickr.com)

O Jimbocho mówi się, że to Tokijskie Miasto Książki. W dzielnicy znajdziecie ponad 160 księgarni. Wiadomo, czasy się trochę zmieniły i w każdym kraju mamy do czynienia z różnej maści sieciówkami, jednak w tym przypadku większość stanowią małe rodzinne antykwariaty sprzedające stare książki. W okolicy znajdują się też wydawnictwa, biblioteki uniwersyteckie i towarzystwa związane z książkami.

Dzielnica zawdzięcza nazwę Nagaharu Jimbo – samurajowi z XVII wieku. W 1913 roku w Jimbocho wybuchł wielki pożar, który strawił wiele księgarni. Po tragedii profesor uniwersytetu Iwanami Shoten otworzył nową księgarnię. Było to jak zapalnik, bo od tamtego czasu kolejne  tego typu sklepy wyrastały jak grzyby po deszczu i do dzisiaj Jimbocho jest japońskim zagłębiem książkowym.

BUENOS AIRES ARGENTYNA

Na deser zostawiłem sobie stolicę słonecznej Argentyny. Do końca 2016 roku Buenos Aires uchodziło za miasto z najwyższą liczbą księgarni na 100 tysięcy mieszkańców. Choć w 2017 roku wygrała Lizbona, a w 2018 Melbourne, to należy zaznaczyć, że argentyńska stolica liczy prawie 3 miliony mieszkańców!

Dane na temat liczby księgarni nie są wyssane z palca, bo badanie został przeprowadzone przez World Cities Culture Forum. Na końcu tekstu znajduje się link do strony, na której możecie sprawdzić które miasto na przestrzeni lat wygrywało plebiscyt. W Buenos Aires znajdują się prawie 23 księgarnie na 100 tysięcy mieszkańców! Łącznie jest to prawie 700 sklepów z książkami.

Oczywiście zawrotna liczba księgarni nie jest jedynym powodem, dla którego warto się wybrać w książkową podróż do Ameryki Południowej. Targi książki w Buenos Aires każdego roku przyciągają około miliona miłośników literatury.

Pewnie zastanawiacie się, dlaczego Argentyna stała się ojczyzną książki w Ameryce Łacińskiej? Sto lat temu miasto było stolicą jednego z najbogatszych państw świata. Dzięki surowcom naturalnym (między innymi ropie naftowej) oraz brytyjskiemu kapitałowi w latach 1890-1930 Argentyna była na fali bogactwa. Buenos Aires stało się wielokulturowym miastem zamieszkanym przez licznych emigrantów spoza Ameryki Łacińskiej.

W tamtym okresie Argentyna mogła się pochwalić dwiema anglojęzycznymi gazetami, niemieckimi czasopismami (były także pisma pro-nazistowskie i anty-nazistowskie). W 1890 roku w Buenos Aires powstało również Towarzystwo Demokratyczne Polskie. Korzenie polskiej emigracji do Argentyny sięgają aż 1812 roku. Pod Buenos Aires istnieje nawet miejscowość założona przez polskich imigrantów – Maciaszkowo.

PODATKI POMAGAJĄ W ROZWOJU RYNKU KSIĄŻKI

Ten problem na pewno rozumieją rodzice dzieci w wieku szkolnym, którzy co roku wydają krocie na książki. Gdyby tak nie było podatku VAT, na pewno żyłoby się lepiej. Tak właśnie jest w Argentynie – książki są zwolnione z daniny na poziomie 21%.

Jeśli będziecie kiedyś w Buenos Aires, to koniecznie odwiedźcie kilka lokalnych księgarni. Jednak jeśli będziecie mogli zobaczyć tylko jedną, to wybierzcie się do El Ateneo. W 1919 roku w tym miejscu otwarto teatr, który dopiero niecałe 20 lat temu został przekształcony w księgarnię. Jednak w środku nie zmieniono wiele.

Księgarnia El Ateneo w Buenos Aires – mieście, gdzie znajduje się najwięcej bibliotek na mieszkańca na świecie. (Fot. Hernán Piñera, lic. Creative Commons)

Wszystko jest na swoim miejscu – scena, loże. Brakuje tylko widowni, ale za to są liczne regały z książkami. Powierzchnia salonu to 21 tysięcy metrów kwadratowych. Rocznie między regałami przechodzi ponad milion osób – pewnie wielu z nich to turyści.

ŹRÓDŁA:

Zdjęcie księgarni El Ateneo pochodzi ze strony Flickr – fot. Hernán Piñera, lic. Creative Commons.

Zdjęcie tytułowe – Pexels.com, lic. CC Zero.

savvytokyo.com

rd.com

www.worldcitiescultureforum.com/data/number-of-bookshops-per-100.000-population

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *