Książki i filmy – fikcyjne miejsca, w których chciałoby się zamieszkać

książki
  • 88
  •  
  •  

1,239 total views, 1 views today

Widziałem ostatnio artykuł w zagranicznej prasie, gdzie autor opisywał fikcyjne domy, w których chciałby mieszkać. Pomyślałem, że to ciekawy sposób na napisanie kilku małych recenzji zawartych w jednym tekście.

 

PHILIP K. DICK – „CZY ANDROIDY ŚNIĄ O ELEKTRYCZNYCH OWCACH?”

Pod koniec zeszłego roku przeczytałem „Czy androidy śnią o elektrycznych owcach?”. Zainteresowała mnie twórczość Philipa K. Dicka, bo prócz książki prześledziłem jeszcze kilka artykułów na temat jego twórczości. Dowiedziałem się między innymi o opowieści rozpoczynającej się od kłótni głównego bohatera z drzwiami.

Pisałem o tym już kiedyś, ale czy wyobrażasz sobie, że wdajesz się w sprzeczkę z automatem do batonów na dworcu albo biletomatem czy ekspresem do kawy? Czy te historie nie przypominają Ci trochę współczesności?

No, bo ile razy automat wciągnął Ci drobne albo zaciął się w momencie drukowania biletu? W takich sytuacjach nie tylko człowiek mógłby się pokłócić z maszyną, ale chętnie by ją zabił, gdyby to było możliwe.

Coraz częściej mówi się, że Dick był wizjonerem i zostawił daleko w tyle ludzi żyjących w jego czasach. Dzisiaj jestem tego pewien, a jeśli miałbym wybierać, gdzie chciałbym zamieszkać, to byłby to dom Ricka Deckarda.

 

CHRISTOPHER NOLAN – SERIA FILMÓW O BATMANIE

Pozostając w temacie futurystycznych aglomeracji miejskich nie mogę pominąć Gotham City. To ponure miasto przesiąknięte złem, gdzie trup ścieli się co kwadrans, a porządku próbuje strzec człowiek-nietoperz, przyciąga jak magnes.

Gotham City pojawiło się po raz pierwszy w komiksie Batman #4 wydanym zimą 1940 roku przez Detective Comics. Dla zainteresowanych – Gotham to od początku XIX wieku przydomek Nowego Jorku. To enigmatyczne określenie pochodzi od pewnej angielskiej wioski, których mieszkańcy udawali obłąkanych, aby uniknąć płacenia podatków na rzecz Jana Bez Ziemi.

Jeśli nie oglądaliście trylogii Christophera Nolana, to powinniście to czym prędzej nadrobić. Nolan to jeden z najlepszych reżyserów. Udało mu się stworzyć filmy o niepowtarzalnym klimacie i zawiesistej atmosferze ciągłego niepokoju.

Znany scenarzysta i wydawca Batmana Dennis O’Neil powiedział kiedyś, że Gotham City to Manhattan poniżej Czternastej*, jedenaście minut po północy w najzimniejszą noc listopada.

W latach 50. i 60. Gotham zyskało cieplejszy wizerunek. Na szczęście od lat 70-tych wszystko wróciło do normy. Opowieści z Gotham City znowu zrobiły się szorstkie, a miasto mroczne i zdegenerowane, przesiąknięte zbrodnią, rozpaczą,  i korupcją.

Myśląc o tym, nie mogę pominąć niepowtarzalnego klimatu „Taksówkarza” stworzonego przez Martina Scorsese.

 

*jedna z ulic miasta

 

SPIDER-MAN

Pozostanę jeszcze na chwilę w Nowym Jorku. Jednak tym razem przypominam sobie drugą twarz tego wielkiego miasta. Tym razem jest jasno i ciepło w ciągu dnia, ale noc wciąż sieje niepewność.

Gdybym miał dzisiaj wybrać się w sentymentalną podróż, to nie ominąłbym tego rejonu popkultury. W prawdzie seria starych filmów o Spider-Manie nigdy nie zebrała najlepszych recenzji, ale dla ludzi, którzy wychowywali się na podobnych filmach, gwiazdki i statuetki nie mają większego znaczenia. Chętnie przeniósłbym się na chwilę na przedmieścia Nowego Jorku i popatrzył na świat oczami Petera Parkera.

 

STEPHEN KING – DALLAS ’63

Nie jestem już dzieciakiem, który zakochał się w prozie Stephena Kinga, ale wciąż cenię książki Kinga. Gdyby ktoś zapytał mnie dzisiaj – gdzie byś zamieszkał, gdybyś mógł się przenieść gdziekolwiek w czasie i przestrzeni? – wtedy wybrałbym jedno z opisywanych przez niego miejsc.

Chyba każdy przynajmniej raz w życiu myślał o podróżowaniu w czasie. Światowa popkultura doskonale pamięta niezliczone projekty związane z tym tematem. Łapało się tego wielu artystów, ale nie każdemu udawało się podbić serca szerszej publiki.

Minęło już ładnych parę lat odkąd przewróciłem ostatnią stronę kolejnej grubej książki Stephena Kinga. Wielu mówiło, że Dallas ‘63 to ostatni podryg talentu amerykańskiego pisarza. Po części się z tym zgadzam, ale wróćmy na chwilę do fabuły.

Czytając tę książkę przenosimy się do niewielkiej miejscowości w Stanach Zjednoczonych. Dziejowy licznik pokazuje 1958. Główny bohater znajduje się nagle w miejscu, w którym czas płynie wolniej, a kolejny dzień nie różni się niczym od poprzedniego. No i ta myśl z tyłu głowy – jeśli powstrzymasz mordercę J. F. Kennedy’ego, to zmienisz świat na lepsze.

Kto nie chciałby przeżyć czegoś podobnego?

 

STEPHEN KING – TO

Po raz kolejny wsiąkam w klimatyczne powieści Stephena Kinga. Od najmłodszych lat podziwiałem go za potężną wyobraźnię. Jako dziecko sam miałem nieprzeciętną – każdy dzieciak ma taką właściwość, ale niestety u większości z nas, fantazja zanika z wiekiem.

TO jest wyjątkową powieścią, bo działa jak różdżka, dzięki której dorosły człowiek może z powrotem wrócić do czasów dzieciństwa i przypomnieć sobie co nieco. Stephen King jest znany z tego, że doskonale opisuje perypetie dzieci i młodzieży. Łączy to z elementami grozy, przez co prócz doskonałego klimatu, czytelnik dostaje też sporą dawkę adrenaliny.

TO  może się wydawać tylko opowieścią o grupce dzieciaków uciekających przed przerażającym klaunem, a raczej przed demonicznym wytworem wyobraźni każdego z nich. Tak naprawdę, TO opowiada o przyjaźni, dorastaniu, problemach dzieciaków żyjących w każdym miejscu na Ziemi. Choć ludzi dzieli kultura i języki, to problemy mamy zwykle podobne.

King po raz kolejny stworzył klimat, którego nie da się podrobić. To trzeba przeczytać i samemu wniknąć w opowiadaną historię. Tylko tą drogą można wejść do domów Billa Jąkały, Richiego Toziera, Bena Hanscom’a, Beverly, Eddiego, Stana Urisa i Mike’a Hanlona.

Jeśli chcesz poznać trupy pochowane w szafach tych z pozoru zwykłych dzieciakach, powinieneś przeczytać TO. Tylko nie daj się porwać klaunowi!

 

SAGA MILLENNIUM – 3 KSIĄŻKI WARTE UWAGI

Prawdziwa seria Millennium skończyła się na trzecim tomie. I gdybym miał wskazać jeszcze jedno ciekawe miejsce, w które warto się wybrać, to byłaby to właśnie Szwecja opisana przez nieżyjącego już Stiega Larssona.

Długo zbierałem się do przeczytania całej trylogii. Udało mi się dopiero w zeszłym roku. Przewracałem strony jedna za drugą, bo Larsson opisał to w taki sposób, że ciężko było się oderwać. Losy bohaterów, mroczne układy, intrygi na szczeblu rządowym to kwestie, które w dzisiejszych czasach porusza się nazbyt często.

Stieg Larsson stworzył tak wyrazistych bohaterów, że oni do dzisiaj żyją nie tylko w mojej pamięci, bo jestem przekonany, że miliony czytelników na całym świecie nie mogą zapomnieć Lisbeth Salander i Mikaela Blomkvista.

Nawet tragiczna kontynuacja autorstwa Davida Lagercrantza, będąca zwyczajnym skokiem na kasę, nie przyćmi tego dobrze napisanego, trzymającego w napięciu thrillera. Chciałem jakiś czas temu napisać o tym w osobnym tekście, ale uznałem, że nie ma sensu rozwodzić się nad recenzowaniem książek.

W sieci pełno jest tego rodzaju artykułów, więc powiem tylko tyle – czytajcie Millennium i cieszcie się tą doskonale złożoną trylogią. No i pamiętajcie, to trylogia, a wszelkie wymuszone dopiski mają swoje miejsce w śmieciach, a nie w księgarniach.

 

Odwiedźcie jeszcze fanpage POPKULTURY. Jest tam sporo innych ciekawych materiałów, które nie zmieściły się na blogu. 🙂