10 znanych książek, o których najczęściej kłamiemy, że je przeczytaliśmy

książki
  • 576
  •  
  •  

Dyskusja na temat niskiego poziomu czytelnictwa w Polsce co roku wraca jak bumerang. Wszystko za sprawą badań prowadzonych przez Bibliotekę Narodową. Choć już w zasadzie wszyscy zdążyli się oswoić z tym, że Polacy niezbyt często sięgają po książki, to nadal nie lubimy się do tego przyznawać publicznie.

Każdy chce się poczuć akceptowany. Stąd całkiem zrozumiałe, że niewiele osób będzie miało na tyle wielkie jaja, żeby przyznać się do nieprzeczytania największych klasyków światowej literatury. Popatrzmy jak Brytyjczycy odpowiadali na pytania z ankiety przeprowadzonej przez The Reading Agency. Których z poniżej wymienionych książek nie przeczytaliście?

Ja zapoznałem się z pierwszymi ośmioma książkami z zestawienia (pozostałe dwie nadrobię jeszcze w tym roku). Pod każdym tytułem dorzuciłem od siebie pewne przemyślenia. Może to skłoni Was do nadrobienia zaległości – jeśli nie czytaliście żadnej z nich.

 

J.R.R. TOLKIEN WŁADCA PIERŚCIENI

Czasami przeintelektualizowane treści i wytrawna kolacja dla zmysłów to nie wszystko. Jeśli szukacie w powieści Tolkiena tego samego, co znajdujecie u Szekspira, to powinniście udać się pod inny adres. Jeśli jednak oglądaliście filmy Petera Jacksona, to nie będziecie zawiedzeni książką.

To doskonała opowieść opisana tak prosto, że czytanie to sama przyjemność. Tolkien nie lubił jak ktoś doszukiwał się na siłę ukrytych znaczeń w tekstach. Może dlatego w prosty sposób umieścił na kartach Władcy Pierścieni uniwersalne wartości, które pozostają aktualne do dzisiaj.

 

GEORGE ORWELL 1984

Z kolei twórczość Orwella należy do tych najbardziej wytrawnych. Pisarz wyprzedził swoje pokolenie, opisując w krótkiej powieści losy ludzi, którzy mieli się urodzić dopiero 50-60 lat później. Choć tytuł książki sugeruje środkowe lata 80-te XX wieku, to w rzeczywistości opowiada o nas – o pokoleniach, które nazywa się ostatnimi literami alfabetu.

Choć ludzie urodzeni po 2000 roku coraz rzadziej sięgają po książki – a już na pewno nieczęsto mają do czynienia z prozą tak starą jak orwellowskie dywagacje o świecie – to 1984 powinien być biblią Millenialsów.

Żyjemy w czasach powszechnej cenzury, odczłowieczenia i wszechobecnego Wielkiego Brata. Telefony, komputery i internet sprawia, że jesteśmy wciąż monitorowani i kontrolowani. Telewizja na usługach partii politycznych podaje społeczeństwu spreparowaną papkę, z której nie da się wyciągnąć żadnej wartościowej treści.

Wszystko wygląda tak, jakby zostało żywcem wyciągnięte z powieści Orwella. Choć żyję dopiero 23 lata, mam wrażenie, że opisane przez pisarza sprawy nigdy nie były równie aktualne, co dzisiaj – u kresu lat 20-stych XXI wieku.

 

FIODOR DOSTOJEWSKI ZBRODNIA I KARA

Nie wiem jak jest w innych krajach, ale w Polsce ta powieść kojarzy się ludziom raczej z lekturą szkolną niż z jedną z najlepszych powieści kryminalnych wszechczasów. Kiedy byłem w liceum, sam sceptycznie podchodziłem do kolejnej grubej książki zadrukowanej drobnym maczkiem.

Jednak już wtedy słyszałem o Fiodorze Dostojewskim, a skrócony opis fabuły sprawił, że postanowiłem dać szansę rosyjskiemu literatowi. Pisarz wziął na tapet losy byłego studenta prawa, który w wyniku kłopotów finansowych zabija i okrada starą lichwiarkę.

Opowieść o chłopaku z osobowością narcystyczną, który swoją zbrodnię nazywa uchybieniem, to historia rodem z amerykańskiej kroniki kryminalnej. W końcu w USA na przestrzeni lat aż roiło się od zwyrodnialców seryjnie mordujących niewinnych ludzi.

Nie mam pojęcia, dlaczego ludzie kłamią, że przeczytali tę książkę. Trudno jest wypowiadać się o czymś, o czym nie ma się bladego pojęcia – nie kojarzę też żadnej dobrej ekranizacji Zbrodni i kary, którą można by obejrzeć zamiast czytania. Chyba, że wśród czytelniczych oszustów znakomitą większość stanowią licealiści unikający lektur jak ognia piekielnego.

Jeśli jednak masz trochę wolnego czasu, a wciąż w towarzystwie kłamiesz na temat znajomości twórczości Dostojewskiego, to polecam zacząć od Zbrodni i kary. Nie będziesz żałował.

 

KEN KESEY LOT NAD KUKUŁCZYM GNIAZDEM

Każdy ma jakieś skojarzenia z ważnymi książkami, filmami czy muzyką. Dla mnie dzieło Kena Keseya już zawsze będzie pachniało choinką, goździkami i piernikiem, bo tuż przed wigilią Bożego Narodzenia wertowałem kolejne strony Lotu nad kukułczym gniazdem.

13 lat temu historia podopiecznych szpitala psychiatrycznego pojawiła się na liście Najlepszych powieści anglojęzycznych magazynu Time. Nic dziwnego, bo to wstrząsająca historia ukazująca kontrowersyjne zabiegi lobotomii i elektrowstrząsów.

Ludziom chyba wydaje się, że jeśli obejrzeli doskonałą ekranizację Lotu nad kukułczym gniazdem, to to w zupełności wystarczy, żeby swobodnie mówić o dziele Kena Keseya. To jednak za mało, żeby poczuć psychodeliczny klimat książki.

Właśnie z powodu niektórych dziwacznych opisów sięgnąłem po telefon i przeszukałem Google, żeby sprawdzić czy Kesey zwyczajnie nie ćpał w przerwach na klepanie w klawisze maszyny do pisania.

Choć pisarz nadużywał narkotyków, to w wywiadzie twierdził, że nie ćpał podczas pracy nad książką. Jednak LSD i meskalina i tak miały wpływ na ostateczny kształt powieści. Kesey zażywał narkotyki podczas pracy w szpitalu psychiatrycznym w celu lepszego zrozumienia otaczającego go świata.

 

STIEG LARSSON MĘŻCZYŹNI, KTÓRZY NIENAWIDZĄ KOBIET

Choć przeczytałem całą trylogię Millennium i uważam, że każdy miłośnik dobrych kryminałów powinien się z nią zapoznać, to w dzisiejszym zestawieniu figuruje tylko pierwsza część. Cóż, do tej pory tylko tej jednej części filmowcy poświęcili najwięcej uwagi.

Ludzie znają twórczość Larssona głównie przez pryzmat Dziewczyny z tatuażem, która biorąc pod uwagę rozległe wątki sagi Millennium, była ledwie luźnym nawiązaniem do całości. Szwedzki dziennikarz stworzył dzieło, któremu nie dorównała do tej pory żadna adaptacja filmowa. Nie mówiąc już o kolejnych książkach pisanych dla pieniędzy przez Davida Lagercrantza do spółki z rodziną Stiega Larssona.

Żeby dogłębnie poznać motywacje bohaterów trzytomowej sagi, warto znać smaczki z życia samego pisarza. Larsson przez całe życie walczył z prawicowym ekstremizmem i rasizmem – był zagorzałym przeciwnikiem dyskryminacji rasowej. Nienawiść do faszyzmu zaszczepił w nim jego dziadek.

Stieg Larsson miał skrajnie lewicowe poglądy. Potem redagował gazetę o profilu trockistowskim. Był też zagorzałym feministą. W młodości widział gwałt, ale nie był w stanie uratować poszkodowanej kobiety, co na stałe wzbudziło w nim chęć do walki o prawa kobiet. Lisbeth Salander i Mikael Blomkvist stanowią personifikację poglądów pisarza.

Millennium to nie tylko jeden z najpopularniejszych kryminałów XXI wieku. To też opowieść o nierównościach społecznych i niewłaściwym wykorzystywaniu władzy przez uprzywilejowane jednostki.

To też opowieść o zemście, która w istocie jest tylko desperacką próbą wymierzenia sprawiedliwości. Jeśli interesują Cię dojrzałe tematy opakowane w doskonały i trzymający w napięciu kryminał, to będziesz zadowolony.

 

HARPER LEE ZABIĆ DROZDA

Znowu książka, która opiera się częściowo na wątkach autobiograficznych autora. Harper Lee również poruszyła temat rasizmu. Zabić drozda opowiada o losach mieszkańców prowincjonalnego miasteczka na południu Stanów Zjednoczonych. Widzimy Alabamę z początku lat 30-stych XX wieku – z czasów Wielkiego Kryzysu, gdzie przecież teoretycznie niewolnictwo było już wspomnieniem dawnych czasów.

Pisarka przedstawiła życie zamkniętej społeczności. Kto z nas nie zna polskiej wsi, gdzie wciąż ludzie wolą wierzyć w prawdę objawioną niż w rzeczywisty splot wydarzeń? Czasami mam wrażenie, że nie tylko technologicznie Polska rozwija się ze stuletnim opóźnieniem względem Stanów Zjednoczonych. Nie licząc dużych miast, pod względem obyczajowym Polacy znajdują się aktualnie gdzieś między latami 30-stymi i 40-stymi XX wieku.

Jednym z wątków powieści było oskarżenie czarnoskórego chłopaka o gwałt na białej dziewczynie. Choć dowody wskazują na jego niewinność, to małomiasteczkowa społeczność wolała wierzyć w wersję pokrzywdzonej dziewczyny i jej ojca. Nienawiść na tle rasowym przysłoniła ludziom prawdziwy obraz świata, na którym czarny chłopak nie musi być gwałcicielem albo mordercą.

Rasizm i małomiasteczkowa ignorancja to wybuchowa mieszanka. Choć w Polsce segregacja rasowa ma raczej niewielkie znaczenie, to ludzka głupota jest zauważalna. Warto poszerzyć sobie horyzonty myślowe i zajrzeć zarówno do książki Zabić drozda, jak i do wydanej niedawno kontynuacji Idź, postaw wartownika.

Co do wątków biograficznych, jako ciekawostkę dodam, że sama Harper Lee była podobna do narratorki i bohaterki powieści. Podobnie jak ona, pisarka mieszkała na południu Stanów Zjednoczonych i była córką szanowanego prawnika. Z kolei pierwowzorem postaci Dilla miał być Truman Capote, z którym Harper Lee się przyjaźniła w dzieciństwie.

 

LEWIS CARROLL ALICJA W KRAINIE CZARÓW

Mam wrażenie, że ten utwór prześladuje mnie odkąd zacząłem pisać tego bloga. O Lewisie Carrollu pisałem już kilka razy. Alicji w Krainie Czarów również poświęciłem całkiem sporo miejsca. Nie dlatego, że nie lubię twórczości tego pisarza, ale dlatego, że otacza go morze kontrowersji, o których wciąż niewiele osób chce mówić głośno.

Pewnie dlatego, że Lewis Carroll nie uciekł przed oskarżeniami o pedofilię, a nawet o bycie Kubą Rozpruwaczem. Jednak po co ktoś miałby kłamać, że czytał Alicję w Krainie Czarów? Czy tylko z chęci zakamuflowania faktu, że jego dzieciństwo było pozbawione książek?

W Polsce przygody Alicji nie znalazły się w kanonie lektur szkolnych – przynajmniej ja nie byłem zobowiązany do czytania książki. A może dorośli już ludzie, zapytani o Alicję, machinalnie mylą ją z rudowłosą Anią z Zielonego Wzgórza? To przecież całkiem możliwe.

Jeśli naprawdę nie czytałeś tej książki, to raczej mało prawdopodobne, że jako dorosły człowiek nadrobisz zaległości. Może jednak masz małe dzieci, którym warto poczytać wieczorem coś ciekawego. Wtedy postaw na Alicję w Krainie Czarów i wszyscy będą zadowoleni.

 

JOANNE K. ROWLING HARRY POTTER

Kiedy myślę o serii Rowling, przypominam sobie siebie, sprzed 15 lat. Pamiętam taką kolorową gazetę dla dzieci, w której zapowiadano premierę kolejnej części przygód Harry’ego Pottera. Nie pamiętam już, co to była za część, ale po datach premier spodziewam się, że chodziło o Zakon Feniksa.

Jeszcze wtedy nie przeczytałem żadnej z dotychczas wydanych książek. Po prostu podobały mi się same artykuły na temat małego czarodzieja i dostępny już pierwszy film, który chyba widziałem przed zdobyciem książek.

To były czasy, kiedy fora internetowe nie były jeszcze takie popularne i ciężko było znaleźć jakieś dokładniejsze informacje o nowym bestsellerze zalewającym polskie księgarnie. Jeszcze wtedy nie wpadłem w szpony nałogu czytania książek. Zapomniałem o Potterze na kilka dobrych lat.

Dopiero, kiedy seria (razem z Księciem Półkrwi) trafiła do mojej szkolnej biblioteki, postanowiłem wypożyczyć jedną z książek. Nie wiem dlaczego, ale postawiłem na Czarę Ognia, nie wiedząc nawet, że to przecież czwarta część przygód Pottera. Chyba spodobała mi się okładka i dlatego ją wziąłem.

Tak więc, najpierw przeczytałem czwartą część, dopiero potem zacząłem od pierwszej. Co by nie mówić, do dzisiaj miło wspominam tamten czas. Gdybym mógł wykasować z pamięci książki Rowling, to chętnie bym to zrobił. Mógłbym je wtedy przeczytać na nowo.

 

J. D. SALINGER BUSZUJĄCY W ZBOŻU

Jedyna opublikowana powieść Salingera zyskała status najwybitniejszej książki XX wieku. Istnieją dowody na to, że opowieść o nastoletnim Holdenie inspirowała seryjnych morderców i zamachowców.

Między innymi morderca Johna Lennona inspirował się rzeczami opisanymi przez Salingera. Choć pisarz do końca życia tworzył kolejne manuskrypty, to nie ukazała się żadna inna książka. Na dodatek pisarz uporczywie unikał sławy. Po wydaniu Buszującego w zbożu, zaszył się w małym miasteczku i prowadził pustelnicze życie aż do samej śmierci.

Choć sam nie zajrzałem jeszcze do książki – planuję to zrobić jeszcze w tym roku. Jeśli do tej pory również macie zaległości, to nic nie stoi na przeszkodzie, żeby przejść się do księgarni lub do najbliższej biblioteki.

Jako ciekawostkę dorzucę jeszcze, że w młodości J. D. Salinger odbywał praktyki w przetwórni mięsa w Bydgoszczy. Dzisiaj fabryka szynek już nie istnieje. Zamiast niej powstała galeria handlowa. Jeśli tam kiedyś pójdziecie, to pomyślcie sobie, że Salinger też tam kiedyś był.

 

AGATHA CHRISTIE I NIE BYŁO JUŻ NIKOGO

Jeśli jakość kryminałów oceniałoby się tylko po liczbie sprzedanych egzemplarzy, to Agatha Christie byłaby niekwestionowaną mistrzynią gatunku. Do tej pory sprzedał się ponad miliard książek w języku angielskim i drugie tyle przetłumaczono na 45 języków obcych. Nie wiem ile czasu musi jeszcze upłynąć, żeby ktoś ustanowił lepszy wynik.

Jakby tego było mało, pisarka tworzyła również sztuki teatralne. Pułapka na myszy miała swoją premierę w 1952 roku i do dzisiaj wystawiono ją już ponad 20 tysięcy razy. Ostatnie dwie powieści z przygodami detektywa Herkulesa Poirota i panny Marple zostały wydane długo po śmierci autorki.

W swoich pamiętnikach Christie wyjaśniła, że uznała Poirota za irytującego i zdecydowała się go uśmiercić. Panna Murple po rozwiązaniu ostatniej zagadki wróciła do swojej rodzinnej wioski.

I nie było już nikogo pojawiło się na 19 miejscu listy 100 najlepszych kryminałów wszechczasów według Stowarzyszenia Pisarzy Literatury Kryminalnej. Obecnie zrzesza około 600 autorów, którzy mają na koncie przynajmniej jedną powieść kryminalną.

Cóż, istnieje wiele książek, o których ludzie mówią, że je czytali, choć nawet nie mieli ich w rękach. W obecnych czasach dość łatwo jest kłamać na temat czytania książek, bo wiele głośnych tytułów ma swoje filmowe odpowiedniki. Pozostałe klasyczne dzieła są omawiane w szkołach.

Jednak jaki jest sens udawania, że coś znasz? O wiele lepiej jest naprawdę zapoznać się z dziełem i samemu określić na ile jesteś w stanie je docenić. Przecież każdy ma własny gust i może wyrazić opinię.

Pomyślcie o tym także w kontekście współczesnych mediów i polityki. Jeśli nawet w tak błahej sprawie jak ocena książki tak łatwo przyjmujecie czyjeś zdanie, to w co jeszcze możecie swobodnie uwierzyć?

 

Jeśli doczytałeś/aś do końca i spodobał Ci się mój wpis, to polub fanpage. Wtedy zobaczysz informację o nowych wpisach na swojej ścianie.

 

ŹRÓDŁA:

Zdjęcie do tekstu pochodzi ze strony www.pexels.com – licencja CC Zero.

Tekst powstał w oparciu o raport The Reading Agency.

Twórca i redaktor bloga Kultura Masowa. Uwielbia twórczość Edgara Allana Poego i Salvadora Dali. Oprócz czytania książek, rysowania i oglądania filmów, wie co się dzieje na europejskich boiskach piłkarskich.

16 Comments on “10 znanych książek, o których najczęściej kłamiemy, że je przeczytaliśmy”

  1. Nie czytałam Kenseya, Salingera, Lee – bo jakoś nie czuję się dobrze z literaturą amerykańską, a Dostojewskiego – bo mam wrażenie, że nie dorastam. 😉

    1. Powiem Ci, że jeśli chodzi o Dostojewskiego, to dopiero “Bracia Karamazow” są trudniejsi jako lektura. Z kolei “Zbrodnia i kara” to lektura szkolna na poziomie liceum (przynajmniej tak było jeszcze 5 lat temu). No, a “Lot nad kukułczym gniazdem” – nie będziesz żałować, to według mnie najlepsza książka jaką w życiu czytałem. Daje do myślenia nie tylko na temat chorych psychicznie ludzi, którzy często są poszkodowani przez los. To też opowieść o wszystkich ludziach, o wolności i prostych marzeniach. Warto przeczytać przed świętami. 😛

      Dzięki za komentarz!

      1. Ogólnie mam takie wrażenie, że klasyka rosyjska wymaga więcej niż inna, pewnie stąd moje wahanie przed lekturą. 🙂
        Powiadasz, że ten “Lot” warto – wiesz, ja wierzę, że to ważne i mądre, ale o wolności to bardziej do mnie przemawiają teksty europejskie, jak choćby wspomniany w zestawieniu Orwell, choć nie zarzekam się, że nie spróbuję.

        1. Jeśli chodzi o “Lot”, to ja czytałem tę książkę jako zwykłą opowieść. Najpierw obejrzałem film, dopiero potem wziąłem się za książkę. Właściwie z ciekawości, bo nie miałem innego motywatora. Teraz wiem, że było warto. To ukryte w książce Keseya przesłanie dotarło do mnie dopiero po przeczytaniu ostatniej strony. 😛

          No, a co do rosyjskiej literatury – to właściwie prawda. Rosyjskie klasyki mają ten swój niepowtarzalny klimat.

  2. Ciekawe zestawienie 🙂 Nie zdarzyło mi się skłamać, że czytałam którąś z tych książek. Niektóre z nich czytałam kilka razy i należą do moich ulubionych (na czele z “Lotem nad kukułczym gniazdem”), jedną zmęczyłam raz i nie zamierzam do niej wracać (“Zbrodnia i kara” – drastyczny opis na początku książki zepsuł mi przyjemność czytania), innych, jak np. “Zabić drozda”, po prostu nie czytałam. Może kiedyś to nadrobię.

    1. Cześć 🙂
      No mi też się nie zdarzyło kłamać w kwestii czytania tych książek. Jeśli chodzi o “Zabić drozda” to może to być ciężka lektura – czytałem drugą część “Idź, postaw wartownika” i zdecydowanie nie jest to powieść do pociągu (gdzie ja próbowałem ją czytać). Jeśli chodzi o tego rodzaju zestawienia, to czasami są one zastanawiające. W innym podobnym zestawieniu znalazłem “50 twarzy Greya” – ja nie przeczytałem i się tego akurat nie wstydzę.

      Pozdrawiam!

  3. “Buszującego w zbożu” czytałam w szkole i nie mam dobrych wspomnień. Nazywanie tej książki najwybitniejszą powieścią XX wieku jest w mojej opinii zdecydowanym nadużyciem, jeśli nie totalnym nieporozumieniem. Główny bohater jest postacią płytką i chyba niezbyt dobrze przemyślaną, a cała książka to generalnie litania wynurzeń udręczonego adolescencją rozwydrzonego gówniarza.
    Osobiście nie polecam. Zamiast tego wstawiłabym do zestawienia “Mistrza i Małgorzatę”.

    1. Cześć 🙂
      Ciekawy punkt widzenia. Myślę, że “Buszujący w zbożu” zwrócił na siebie szczególną uwagę czytelników głównie ze względu na kontrowersje wokół książki. Przecież egzemplarze powieści były znajdowane przy terrorystach czy mordercach – niektórzy ponoć inspirowali się dziełem pisarza. No i trzeba jeszcze wspomnieć o samym Salingerze, który był postacią ekscentryczną, żeby nie powiedzieć, że zwyczajnie dziwną.

      Spotkałaś się z tym, że ktoś kłamał o “Mistrzu i Małgorzacie”? W sumie to też mnie ciekawi. 🙂

      Pozdrawiam!

      1. Tak, spotkałam się. Sama nie przeczytałam książki w całości, ale kilka razy trafiłam na osoby, które twierdziły, że są po lekturze “Mistrza i Małgorzaty” i po chwili się okazywało, że wiedzą o niej jeszcze mniej, niż ja. 😀
        Książka jest bardzo ceniona, w związku z czym panuje opinia, że wstyd nie przeczytać.

        1. Nie przeczytałem “Mistrza i Małgorzaty” (kiedyś chciałem się zabrać, ale jakoś tak wyszło, że nie zacząłem czytać jeszcze). Nie wiedziałem, że jest aż tak ceniona i nigdy nie przyszłoby mi do głowy, żeby kłamać, że przeczytałem. 😛

  4. Nie znosze Harego Pottera.Reszta przeczytana.Władca pierścieni szybciej został przeczytany ni filmy obejrzane.Agate uwielbiam

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *