Slender Man – niezwykła historia jednej z najpopularniejszych miejskich legend

slender man
  • 1
  •  
  •  

353 total views, 2 views today

Gangi uprowadzają dzieci z supermarketów dla pozyskania narządów, w sieciach fast-foodowych plują do burgerów, a za porwaniami naszych pociech – poza pasażerami czarnej wołgi – stoi jeszcze ktoś; wysoki i schludnie ubrany gość imieniem Slender Man.

 

ZNANE I NIEZNANE MIEJSKIE LEGENDY

Wiadomo jak szybko rozchodzą się plotki lub tak zwane „z ostatniej chwili”. Wydawałoby się, że jedno nie ma nic wspólnego z drugim, ale w dobie globalizacji po raz kolejny do głosu doszły miejskie legendy. Historie pochodzące z nieznanych źródeł – dzisiaj noszące miano creepy-past – i o wątpliwej wiarygodności są tam, gdzie żyje jakaś społeczność.

Charakter miejskiej legendy zależy od kultury panującej w danej grupie. Jednak odbiorcami strasznych opowieści są przede wszystkim dzieci wyjeżdżające na obozy harcerskie, gdzie przy ognisku opowiada się różne rzeczy. Niektórzy w to wierzą, inni tylko się dobrze bawią, słuchając historii z dreszczykiem.

Dopóki niestworzone historie opowiadano tylko nocą przy ognisku, wszystko było w porządku. Niestety ostatnimi czasy bajki o duchach zaczęły ewoluować, a ich autorzy na nowo posiali ziarna paniki. W ten sposób ludowa opowieść o Żydach porywających dzieci, by wyssać z nich krew i użyć do rytualnej macy ustąpiła miejsca PRL-owskiej czarnej wołdze, którą rzekomo jeździli kidnaperzy porywający dzieciaki dla narządów wewnętrznych sprzedawanych na czarnym rynku.

Historia o obcych i demonach porywających dzieci również przeszła lifting, a zaniepokojeni rodzice zaczęli przestrzegać się nawzajem o gangsterach wabiących dzieci słodyczami dla pozyskania organów albo w celu odsprzedaży na zachód do agencji towarzyskich.

Fenomen miejskich legend polega na wrodzonej ludzkiej ciekawości, która podsycona nakłania do dalszych rozważań. Tak powstają plotki i niekończące się domysły. W dobie internetu tego typu informacje pędzą jak rwący potok i docierają do niczego nieświadomych odbiorców, którzy najpierw przekażą rewelacje dalej, a potem próbują potwierdzić ich wiarygodność albo nie robią tego wcale.

Jeśli interesują Cię inne niezwykłe historie, to zostań na dłużej.

 

CZY SLENDER MAN ISTNIEJE?

Pięć lat temu w internecie pojawiła się fotografia nienaturalnie wysokiego mężczyzny, ubranego w schludny garnitur, ścigającego grupkę zdezorientowanych dzieciaków. Odbiorcy szybko ochrzcili go jako Slender Mana i przypisali mu zbrodnię sprzed wielu lat, co rozbudziło wielki szum wokół tajemniczego mężczyzny.

W 1983 roku w miasteczku Stirling spłonęła biblioteka miejska. Ze zgliszczy wydobyto dwie fotografie zrobione tydzień przed wybuchem pożaru – dokładnie w dniu, kiedy bez śladu zaginęło czternaścioro dzieci. Na obu zdjęciach widać wysokiego i elegancko ubranego mężczyznę. Postać była pozbawiona twarzy, a z rękawów marynarki wychodziły długie mackowate ręce skierowane ku dzieciom. Można by się spodziewać, że Slender Man istnieje, bo po co ktoś miałby preparować fotografie w taki sposób?

Wedle tego co mówiono, Slender Man miał być odpowiedzialny za uprowadzenie wspomnianej czternastki. Śledztwo nie zostało zamknięte, bo mężczyzny nikt nigdy nie widział. Slender Man nawet nie istniał i był wytworem dowcipnego grafika komputerowego.

Okazuje się, że pochodzenie upiora jest łatwe do ustalenia. Twórcy serwisu Somethingawful mieli zachęcić użytkowników do tworzenia paranormalnych zdjęć (chodziło o manipulacje przy użyciu programów graficznych) wraz z krótką historią w pakiecie.

Mit stał się wielkim przebojem, a stacja BBC nadała mu tytuł „pierwszego wielkiego mitu internetu”. Od tamtej pory Slender Man na stałe zagościł w popkulturze, rozbudzając wyobraźnię artystów i innych – lubiących strach i gęsią skórkę – ludzi.

 

DOKUMENT HBO O NAŚLADOWCACH SLENDER MANA

Okazuje się, że czasami zwykłe miejskie legendy są brane przez ludzi nazbyt poważnie. Taka sytuacja miała miejsce w USA, w stanie Wisconsin, gdzie dwie dwunastoletnie dziewczynki postanowiły udowodnić sobie, że potwór naprawdę istnieje. Jako sposób na przywołanie go, wybrały dokonanie morderstwa. Nastolatki dokonały próby zabicia koleżanki z klasy, używając do tego celu noża.

Stacja HBO postanowiła nagrać film dokumentalny na temat wspomnianej wyżej historii. Twórcy wykonali ciekawy obraz, który łączy w sobie elementy reportażu i prawdziwego filmu grozy. Niektóre sceny wyglądają jak żywcem wyjęte z Blair Witch, a postać Slender Mana pojawia się wielokrotnie. Cóż, być może reżysera poniosła wyobraźnia, bo film potrafi zmrozić widza, ale znacznie bardziej przerażające są prawdziwe wydarzenia, na podstawie których stacja HBO postanowiła nakręcić reportaż.

 

MIEJSKIE LEGENDY W POPKULTURZE

Podobne przykłady można mnożyć w nieskończoność, bo czeluści internetu w dużej mierze wciąż pozostają niezbadane i nigdy nie wiadomo co zostanie z nich wydobyte.

Z pewnością wielu z was słyszało o Yeti i Wielkiej Stopie – przypominając sobie o tym akurat podczas wakacji na lodowcu. Ilu z nas wybrało się na romantyczny spacer po lesie, przy świetle księżyca, myśląc o kapitanie Haku, który tej samej nocy mógł opuścić mury zakładu psychiatrycznego?

Miejskie legendy to nie tylko głupie opowiastki wymyślane przez niezrównoważonych albo „pseudo-zabawnych” ludzi. To również część cywilizacji – wystarczy wspomnieć legendy i podania towarzyszące ludzkości od wielu wieków (może nie tak przerażające, jak historie o klaunach mordujących dzieci). Zmierzam do tego, że wystarczy przestać w nie wierzyć, żeby „demony” przepadły albo zostały uśpione, dopóki ktoś znowu nie powoła ich do życia, lub nie „sfotografuje” Elvisa, kiedy kupował fajki w kiosku na rogu.

To właśnie wiara jest mechanizmem podtrzymującym życie Slender Mana (wystarczy pomyśleć o tych dwóch, być może niezrównoważonych nastolatkach), wampirów z czarnej wołgi, a nawet domniemanych porywaczy z supermarketów, którzy wyrywają dzieci z rąk rodziców, golą im głowy w toaletach i przebierają w zastępcze ciuchy, żeby wymknąć się niepostrzeżenie drugim wyjściem z centrum handlowego.

Jak wspominałem wcześniej, połączenie szczątkowej informacji z odpowiednio spreparowanymi dowodami wywołuje głód wiedzy – w ten sposób ludzie załatwiają się swoją własną bronią, uzupełniając luki fantazyjnymi wizjami.

Podobno miejskie legendy umierają, kiedy przechodzą do popkultury. Niestety albo stety dzieje się tak z każdą opowiastką. Niemniej jednak, ludzka kreatywność nie zna granic i w ciągu kolejnych dziesięcioleci będzie można spisać nowe „Polskie legendy i klechdy”.

 

ŹRÓDŁA:

Fotografia użyta do wpisu pochodzi z Flickr – fot. Terry Robinson