Jak wyglądały filmowe efekty specjalne przed erą komputerów?

  •  
  •  
  •  

Wyobraźcie sobie, że historia filmowych efektów specjalnych liczy sobie blisko 120 lat! Jak to możliwe, że już w czasach pozbawionych komputerów filmowcy próbowali zaskoczyć widza nieszablonowymi sekwencjami i manipulacją obrazu?

Pionierzy manipulowania obrazem

Pierwsze efekty specjalne pojawiły się już w 1900 roku. Amerykański film krótkometrażowy The Enchanted Drawing trwał dwie minuty i opierał się na manipulacji obrazem.

Główny bohater rozpoczyna od narysowania na tablicy twarzy mężczyzny, a później dorysowuje rekwizyty – kieliszek, butelkę i kapelusz. W kulminacyjnych momentach bohater dotyka płótna i wydobywa z papieru prawdziwe przedmioty.

Patrząc z perspektywy człowieka, który w kinie niejedno już widział, trudno dopatrzyć się w tym czegoś spektakularnego, jednak ludzie żyjący 120 lat temu musieli być zachwyceni.

Dwa lata później efekty specjalne pojawiły się jeszcze we francuskim filmie niemym Podróż na Księżyc. Tym razem obraz trwał aż 12 minut i 43 sekundy. Fabuła opierała się na dwóch utworach – Z Ziemi na Księżyc Juliusza Verne’a i Pierwsi ludzie na Księżycu H. G. Wellsa będącego jednym z pionierów gatunku science fiction. Wells napisał między innymi Wojnę światów.

Reżyser Georges Méliès zdobył dzięki filmowy rozgłos i międzynarodową sławę, a sam film zyskał uznanie widzów we Francji i w USA. Sceny z Podróży na Księżyc wykorzystano między innymi w teledysku Heaven for Everyone zespołu Queen.

Trudne początki efektów specjalnych

W momencie, kiedy filmowcy zaczynali eksperymentować z efektami specjalnymi, sama kinematografia dopiero raczkowała. Zatem możemy powiedzieć, że chęć szeroko zakrojonej manipulacji obrazem narodziła się niemal równocześnie z całym przemysłem filmowym.

Na początku wykorzystywano kukły. Postacie przygotowywano z gliny lub innych łatwo dostępnych materiałów plastycznych. Podobnie budowało się wszelkie lokacje, które zgodnie ze scenariuszem trzeba było spalić, wysadzić albo zalać.

Co ciekawe, postacie były do tego stopnia dobrze odwzorowane albo ludzka wrażliwość na manipulację obrazem była zbyt niska, że po ukazaniu się w kinach Zaginionego świata w 1925 roku gazety ogłosiły, że w filmie pojawił się żywy dinozaur.

Twórcy filmu musieli wystosować sprostowanie, w którym informowali przerażoną opinię publiczną, że dinozaur nie był prawdziwy i nie ma podstaw do paniki.

Kolejne osiem lat w historii kinematografii upłynęło na udoskonalaniu efektów specjalnych, aby jeszcze bardziej zaskoczyć widza. W 1933 roku narodził się King Kong, wraz z którym powstały doskonalsze, a co za tym idzie bardziej przerażające, modele stworów z ogromnym gorylem na czele.

Dziś już coraz mniej osób pamięta Willisa O’Briena – geniusza i jednego z prekursorów manipulowania obrazem. To on odpowiadał za efekty w filmowym debiucie King Konga. Willis O’Brien wykorzystał w tym celu animację poklatkową.

Historia King Konga była wałkowana przez przemysł filmowy jeszcze przez dziesięciolecia. W 1976 roku powstał remake, w którym skorzystano z innej metody ożywienia postaci. Filmowcy ubrali aktora w masywny kostium, a metodę takiego animowania postaci nazwano suitimation.

Podobnie jak w latach 30-stych 45-centymetrowa figurka King Konga zrobiła wrażenie na widowni, tak czterdzieści lat później podobny efekt udało się osiągnąć za pomocą kostiumu. 

Również japońska wytwórnia Tōhō wprowadziła King Konga do serii filmów o Godzilli korzystając z metody suitimation. Dopiero w wersji z 2005 roku King Kong został zrealizowany z użyciem animacji komputerowej (CGI). W czasach komputerów i Matrixa numer z suwakiem na plecach potwora z pewnością by nie przeszedł.

Złote lata makiet i kukiełek

W rzekach całego świata musiało upłynąć mnóstwo wody, zanim makiety i kukły odeszły do lamusa, ustępując miejsca CGI, green screenom i renderowaniu grafiki. Filmowcy jechali na patentach aż do początku lat 90-tych. Twórcy tamtej epoki naprawdę musieli wysilić wyobraźnię, aby oprócz doskonałego scenariusza opracować jeszcze lepsze rozwiązania technologiczne. Technika komputerowa przyszła z pomocą dopiero niedawno, bo raptem 30 lat temu.

Jednak zanim to się stało, triumfy święcili tacy ludzie jak Ray Harryhausen czy wspomniany wcześniej Willis O’Brien.

King Kong

Techniki manipulowania obrazem po raz pierwszy pojawiły się w krótkometrażowych filmach, jednak pierwszym kamieniem milowym na drodze do CGI był King Kong. Przerażająca historia ogromnego goryla mroziła krew w żyłach ludzkich mas żyjących w dwudziestoleciu międzywojennym.

Wystarczyło, żeby do pracy zabrał się jeden z najlepszych ludzi w branży – Willis O’Brien, specjalista od efektów, który smykałkę do manipulowania obrazem objawił już w 1915 roku tworząc 90-sekundowy film krótkometrażowy o dinozaurze. Animację wykonał w całości za pomocą techniki poklatkowej, co w tamtych czasach było rewelacyjnym rozwiązaniem.

Film O’Briena był na tyle dobry, że zainteresował się nim sam Thomas Edison, który w tamtym okresie interesował się branżą filmową. Wynalazł między innymi kamerę, która jednocześnie rejestrowała obraz i dźwięk na taśmie filmowej.

Efekty specjalne w King Kongu również opierały się na animacjach poklatkowych, a w roli goryla wystąpiła 45-centymetrowa kukła pokryta króliczym futrem.

Żadna animowana postać nie może istnieć bez odpowiedniej mechaniki poruszania się i modelowych zachowań. Willis O’Brien zadbał również o to, aby goryl zachowywał się w odpowiedni sposób. Potrzebny był konsultant, którym został pewien emerytowany bokser. Opowiedział filmowcom jakie ruchy należy zaprezentować i w jaki sposób powinny wyglądać sceny walki przedstawione w filmie.

Ze względu na ograniczone możliwości, niektóre sceny były problematyczne. Przykładowo scena, w której Kong trzyma w łapie Ann Darrow powstała z połączenia dwóch osobnych nagrań. Każda z postaci zagrała swoje kwestie osobno, a następnie filmowcy połączyli filmy w jeden. Dopiero w taki kombinowany sposób można było osiągnąć zamierzony efekt.

Fot. RKO – Wikimedia Commons domena publiczna

Niewidzialny człowiek

Jeśli możemy mówić o czymś na wzór wczesnego green screena, to pierwszych działań w kierunku podmieniania obrazu na jednolitym tle możemy się doszukać już w filmie Niewidzialny Człowiek z 1933 roku.

Choć brzmi to jak science-fiction, okazuje się, że już blisko 90 lat temu ktoś zauważył, że na jednolitym tle można podmienić obraz i uzyskać całkiem ciekawy efekt.

W filmie – choć brzmi to jak oksymoron – jakoś trzeba było pokazać niewidzialną postać. Tylko jak to zrobić? Cóż, zwykle w takich chwilach można skorzystać z niezauważalnych sznurków albo żyłek, do których przyczepiało się ubrania i symulowało na przykład człowieka z niewidzialną głową.

Jak sami widzicie, takie rozwiązanie wydaje się proste i nie ma nic wspólnego z nakładaniem obrazu na jednolite tło. Jednak problemy zaczynają się w momencie, kiedy postać-widmo musi wykonać jakąś akcję, na przykład zacząć się rozbierać.

Sceny w filmie Niewidzialny człowiek wyglądają bardzo realistycznie, a rozwiązano to w naprawdę imponujący sposób. Aktor wcielający się głównego bohatera był od stóp do głów ubrany w ciemnofioletowy, nie odbijający światła kostium. Sceny grano na tle o tym samym kolorze. Po nakręceniu sekwencji pomieniano jednolite tło na nagraną wcześniej scenerię.

Czarnoksiężnik z Krainy Oz

Gdybym miał wybierać najciekawszy pomysł na zrealizowanie efektu specjalnego, to tornado przedstawione w tym filmie znalazłoby się w czołówce. Czy wiecie, że szalejącą trąbę powietrzną może zagrać skarpetka?

Tylko co zrobić z taką zwyczajną skarpetką, żeby mogła choć trochę przypominać tornado? Najpierw trzeba ją powiększyć. Musi być ogromna, żeby móc wypełnić ją piaskiem i podwiesić do wentylatora umieszczonego nad makietą farmy w Kansas. Potem wystarczyło włączyć wentylator i obserwować powstające piaskowe tornado. Prawda, że proste?

Fot. CBS Television Network – Wikimedia Commons domena publiczna

Jazon i Argonauci

Poruszając się chronologicznie po osi czasu, nie można pominąć przygodowego filmu Jazon i Argonauci opartego na greckim micie o tym samym tytule. Zdecydowanie najbardziej efekciarska była sama walka szkieletów. Scena trwała cztery minuty, a same przygotowania i realizacja pochłonęły niemal pięć miesięcy pracy. Za stworzenie efektów odpowiadał Ray Harryhausen, którzy wykorzystał animację poklatkową. 

Prawdziwi aktorzy na sekwencjach filmowych walczyli sami ze sobą. Podczas montażu trzeba było połączyć aktorów grających “na sucho” z poklatkową animacją szkieletów. Efektem pracy była realistyczna i przerażająca – jak na tamte czasy – walka.

Odyseja kosmiczna 2001

Stanley Kubrick to jeden z tych reżyserów, którzy nigdy się nie poddają. O osobach takich jak on mówi się, że rzeczy trudne załatwiają od ręki, a na cuda trzeba chwilę poczekać. Nie inaczej było w przypadku Odysei kosmicznej 2001.

Realizując scenariusz filmowcy natrafili na problem w postaci ogromnej wirówki znajdującej się we wnętrzu statku kosmicznego Discovery. Wirówka obracając się z odpowiednią prędkością mogła symulować efekt grawitacji, korzystając z siły odśrodkowej.

O tym, że Stanley Kubrick w takich chwilach nie idzie na łatwiznę najlepiej widać na przykładzie filmu Lśnienie na podstawie książki Stephena Kinga. W jednej ze scen Wendy Torrance odkrywa na stoliku kilkudziesięciostronicowy plik kartek. Na każdej z nich jest tylko jedno zdanie – “All work and no play makes Jack a dull boy”. Stanley Kubrick nakazał ręczne napisanie całego manuskryptu. W wersji niemieckiej, hiszpańskiej i włoskiej zrobiono to samo.

Skoro nawet w tak błahych sprawach reżyser nigdy nie odpuszczał, twórcy Odysei kosmicznej musieli się liczyć z tym, że również w przypadku statku Discovery trzeba coś wymyślić.

Niestety proste metody zawiodły i okazało się, że nie obejdzie się bez zbudowania prawdziwej wirówki. W epoce green screen wystarczyłoby nałożyć aktorów na wyrenderowane tło, ale w latach 70-tych nikt nawet nie marzył o podobnych akcjach.

Ekipa filmowa powiększyła się o zespół inżynierów lotnictwa, którzy za kwotę 750 tysięcy dolarów zobowiązali się zbudować oczekiwaną konstrukcję. Tak powstał gigantyczny diabelski młyn ważący ponad 30 ton. Dopiero wtedy można było zacząć realizować reżyserską wizję kosmosu.

Gwiezdne Wojny – Nowa Nadzieja

Jeśli chodzi o dorobek twórczy George’a Lucasa na pewno największym osiągnięciem filmowca była nie tyle cała seria Gwiezdnych Wojen, co same efekty specjalne wykorzystywane w filmach.

Lucas już przed rozpoczęciem pracy nad serią wiedział, że będzie potrzebna masa różnych efekciarskich scen, aby przyciągnąć ludzi do kin. Do tego konieczna był cały zespół specjalistów i tak powstała firma Industrial Light & Magic. Reżyser stworzył przedsiębiorstwo, którego jedynym celem było produkowanie efektów specjalnych dla serii Gwiezdne Wojny.

Kierownictwo nad projektem obrał John Dykstra, który miał niezłą smykałkę do efektów specjalnych i już dość śmiało wykorzystywał komputery do budowania skomplikowanych sekwencji. Jednak lwia część efektów i tak powstała w prymitywny sposób, dlatego film znalazł się w zestawieniu.

Jedną z kluczowych scen była eksplozja Gwiazdy Śmierci. Scena wygląda imponująco, a wydawałoby się ogromna i masywna stacja kosmiczna to w rzeczywistości kartonowe pudło wypełnione prochem strzelniczym i tytanowymi opiłkami. W ograniu całej sceny pomagał Bruce Logan – mistrz kamery, dzięki któremu nawet najgorszy film zyskałby blask.

Co ciekawe, po latach Logan wspominał, że na planie działy się niebezpieczne rzeczy. Co chwilę coś wysadzali albo palili, a w hangarze nie było nawet wystarczającej ilości gaśnic, o strażakach nie wspominając. Gdyby coś się stało, zapewne cała produkcja poszłaby z dymem.

Powrót do przyszłości 2

W 1989 roku pojawiła się druga część przyjemnej serii filmów Roberta Zemeckisa. Jeśli oglądaliście Powrót do przyszłości to wiecie, że w tym filmie aż się roi od efektów specjalnych. Trudno wymienić wszystkie, dlatego powiemy sobie o najważniejszym z nich. Spektakularne lądowania Deloreana to element, o którym nie sposób zapomnieć.

Domyślacie się w jaki sposób filmowcy rozwiązali problem lądowania samochodu w drugiej odsłonie serii? Podczas nocnego lądowania widzimy, że samochód najpierw pojawia się na czarnym niebie, a potem robi się coraz większy i większy, aż wreszcie spada na ziemię. W tym samym momencie w kadrze pojawia się latarnia uliczna.

Twórcy wykorzystali latarnię do zamaskowania miejsca, w którym pojawiło się cięcie, a właściwie połączenie dwóch osobnych filmów. Najpierw widzimy miniaturowy model Deloreana, który dopiero po cięciu (w tym przypadku po minięciu latarni) zmienia się w prawdziwy samochód.

CGI – komputerowe efekty specjalne

Dopiero na początku lat 90-tych narodziły się efekty specjalne w kształcie, który znamy obecnie. Wtedy zaczęto wykorzystywać na potęgę technikę komputerową (CGI). Przełomowym momentem była premiera Terminatora 2: Dzień sądu. Cyborga z płynnego metalu wygenerowano komputerowo.

Kolejnym rewolucyjnym filmem był Matrix, gdzie zastosowano nowatorskie techniki manipulacji obrazem, aby wiernie odwzorować scenariusz i wizję braci Wachowskich.

Za prekursorów znanych nam dzisiaj komputerowych efektów specjalnych uważa się Petera Jacksona i Andy’ego Serkisa. Panowie w trylogii Władca pierścieni zastosowali technologię przechwytywania ruchu, aby możliwe było nagranie poruszającego się Golluma, w którego rolę wcielił się wspomniany Andy Serkis.

Trudno sobie wyobrazić współczesne filmy pozbawione efektów specjalnych. Dzięki wykorzystaniu technik komputerowych można uniknąć sporych kosztów związanych z budowaniem makiet i niszczeniem elementów scenografii na potrzeby filmu. Komputery popchnęły filmowy świat do przodu. Niektórzy narzekają, że teraz to nie to samo i że filmy straciły na wartości przez to, że są naszpikowane efektami specjalnymi.

Po części wszyscy mamy rację. Jednak pamiętajmy, że najważniejsza jest magia kina. A czym – jeśli nie magią – są efekty specjalne?

Autor wpisu

Mateusz M. (Autor)

Uwielbiam twórczość Edgara Allana Poego i Salvadora Dali. W wolnym czasie czytam książki, oglądam filmy/seriale i rysuję. Najbardziej lubię horrory Stephena Kinga.

Zobacz wszystkie wpisy

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *