Cztery kolorowe kasety

Przerażające utwory muzyczne – TOP 5

  • 5
  •  
  •  

Muzyka to tylko jeden ze sposobów wyrażania siebie. Dzięki niej artysta może ukazać emocje nie tylko za pomocą melodii i modulacji głosu, ale przede wszystkim za pomocą tekstu. Prawie każdy słucha jakiejś muzyki, ale nie każdy zna naprawdę przerażające kawałki.

Napisałem ten tekst, żeby zachęcić Was do posłuchania nowych ciekawych piosenek, ale również do dokładniejszej analizy tekstów. Naprawdę można malować słowem. Niestety malarz wyposażony w słowa zamiast farby ma o wiele trudniejsze zadanie, bo czasami trudno coś opisać. Ile razy słyszeliście albo powiedzieliście coś w stylu – stary, to było takie… nie potrafię tego opisać?

Jednak w przemyśle muzycznym znajdą się artyści, którzy potrafią. Sprawdźcie sami.

EMINEM 3 A.M.

Na pierwszy ogień pójdzie utwór mojego ulubionego rapera (i ulubionego muzyka w ogóle). Choć Marshall Mathers ma najlepsze lata za sobą, to i tak krytycy są zgodni co do tego, że tleniony blondyn z Detroit to fenomen na światowej scenie muzycznej.

Niewielu artystów ma w sobie taką łatwość znajdowania rymów i słów, które doskonale pasują w danej sytuacji. Jeśli ktoś zna biografię rapera to nie powinien się dziwić tak dobremu rzemiosłu – nie jest tajemnicą, że Eminem obsesyjnie studiuje słowniki języka angielskiego i bezustannie poszerza zasób słownictwa.

W utworze 3 a.m. wciela się w psychopatycznego mordercę i z rozbrajającą dokładnością opowiada o popełnionych przestępstwach. To zamierzchłe czasy dla wielu młodych ludzi – nawet dla mnie, bo w 2009 roku miałem tylko 14 lat. Musiały minąć jeszcze 2 lata, żebym zaczął się interesować muzyką białego rapera z Detroit.

Singiel 3 a.m. promował płytę Relapse, która w całości była dość psychodeliczna. Właściwie mógłbym oprzeć cały artykuł na kawałkach z tego krążka.

W niektórych kręgach kulturowych przyjęło się, że trzecia w nocy to godzina diabła. Refren piosenki zaczyna się od wersu It’s 3 a.m. in the mornin’ – co oznacza, że o tej porze morderca czuje się zjednoczony z demonami i nie ma oporów przed mordowaniem. Jednak wsłuchując się w wymowę tego wersu, można usłyszeć It’s free Eminem mourning – co kompletnie zmieniłoby znaczenie wersu.

Eminem mourning oznaczałoby –Eminem pogrążony w żałobie, co miałoby związek z tragiczną śmiercią Proof’a, jego najlepszego przyjaciela.

Jeśli interesuje Was psychika seryjnych morderców, to polecam posłuchać zarówno utwór 3 a.m. jak i całej płyty Relapse. Będzie to prawdziwa uczta dla fanów pełnokrwistego rapu.

THE DOORS THE END

Wystarczy sama linia melodyczna, by słuchając The End poczuć się jak na rozległej, spalonej słońcem pustyni. Myślę, że ten kawałek pasowałby idealnie do czytania Mrocznej Wieży Stephena Kinga. Cóż, nie wyobrażam sobie, żeby można było robić cokolwiek innego w akompaniamencie hipnotyzującego głosu Jima Morrisona.

Ta niesamowita i długa (bo trwająca ponad 11 minut) ballada zyskała rozgłos dopiero w 1979 roku – 8 lat po śmierci wokalisty. Reżyser Francis Ford Coppola wykorzystał muzykę The Doors – ówczesnego symbolu wolności – w filmie Czas apokalipsy. Ten przerażający film doskonale pasował do utworu Jima Morrisona.

Oryginalnie piosenka miała opowiadać o zakończeniu związku z Mary Werbelow i pierwsza wersja utworu była dość krótka. Jednak podczas występów w Los Angeles w barze Whiskey a Go Go, kompletnie naćpany Morrison dośpiewywał kolejne linijki do rozrastającego się dzieła. Piosenka pojawiła się na debiutanckim albumie The Doors.

W jednym z wywiadów wokalista zwrócił uwagę na wers – Mój jedyny przyjaciel, koniec. Zdaniem Jima Morrisona czasami ból jest zbyt silny, by go znosić czy tolerować. Mimo to, ludzie często bardziej obawiają się bólu niż śmierci. A przecież śmierć nie boli i dla wielu cierpiących ludzi jest właśnie końcem bólu.

KOMPLEKS EDYPA

Tak można nazwać drugą część utworu – zaczynającą się mniej więcej w połowie piosenki. Jest zdecydowanie mroczniejsza i bardziej niespokojna. To właśnie ta część narodziła się w głowie Morrisona podczas występów w klubie Whiskey a Go Go.

Grupa The Doors nie istniała jeszcze w tej formie, jaką znamy dzisiaj. Kiedy właściciel klubu usłyszał, co wokalista zrobiłby z własną matką, postanowił wyrzucić muzyków na zbity pysk. Mimo początkowego niezrozumienia, ostatecznie piosenka pojawiła się na debiutanckiej płycie zespołu – nawet z tym kawałkiem o pieprzeniu matki.

W biografii Johna Densmore’a – perkusisty grupy The Doors – znaleźć można taki fragment:

W pewnym momencie podczas sesji nagraniowej Jim rozpłakał się i zaczął krzyczeć „Czy ktoś mnie rozumie?”. Powiedziałem, że tak i właśnie wtedy wdaliśmy się w długą dyskusję. Jim ciągle powtarzał „zabić ojca, pier***ić matkę” (…)

THE POLICE MOTHER

Oto kolejny utwór, który odnosi się do matki. Tym razem kontekst jest zgoła inny. Jednak podobnie jak w poprzedniej piosence, i tym razem podmiot liryczny nie ma zbyt wielu pozytywnych uczuć względem własnej matki.

Utwór The Police jest tak psychodeliczny i szalony, że z powodzeniem możecie go dodać do przyszłorocznej playlisty na Halloween. Ta muzyka od razu wprowadzi Was w niespokojny i mroczny klimat dnia poprzedzającego Wszystkich Świętych.

Autorem piosenki jest Andy Summers – gitarzysta The Police. W utworze brzmi jak maniak pochłonięty bez reszty wygrywaniem ostrych nut na instrumentach. Podkład idealnie komponuje się z charakterystycznym i przerażającym wokalem. Wykonawca brzmi jak totalny wariat.

Początek piosenki to ciągle powtarzane wersy o tym, że dzwoni telefon. Podmiot liryczny zachowuje się jak bohater noweli Edgara Allana Poego pod tytułem Serce oskarżycielem. Bohater utworu twierdzi, że jest zdrowy psychicznie, ale cierpi na wyostrzenie zmysłów.

Na dodatek podmiot liryczny w piosence zaczyna utożsamiać każdą swoją dziewczynę z matką. Kobiety dzwonią do niego za często i prawdopodobnie są nadopiekuńcze, co przypomina mu zachowanie własnej matki. Z tego powodu w bohaterze narasta frustracja. I w tym miejscu można się znowu odnieść do kompleksu Edypa.

NICK CAVE / THE BAD SEEDS SONG OF JOY

Piosenka znalazła się na krążku pod tytułem Murder Ballads. W tym artykule mógłbym opisać całą zawartość płyty, bo znajdziecie na niej więcej koszmarów niż w książkach Stephena Kinga, H. P. Lovecrafta i Edgara Allana Poego razem wziętych. Już w średniowieczu istniał nurt morderczych ballad. Jak sama nazwa wskazuje, utwory wiązały się z popełnieniem przestępstwa, a także opisywały zemstę ofiary na swoim oprawcy.

Jeśli na chwilę oddzielimy warstwę tekstową od muzycznej, to warto skupić się na postaci samego Nicka Cave’a. Wykonawca piosenki hipnotyzuje i elektryzuje, a barwa jego głosu jest głęboka jak studnia artezyjska. Do tego w tle słychać niespokojną melodię, która na myśl przywodzi filmy o Frankensteinie.

Płyta Murder Ballads do dzisiaj uchodzi za najlepiej sprzedający się krążek zespołu. Nic dziwnego, bo prócz doskonale skomponowanej Song of Joy muzycy zaserwowali słuchaczom 9 innych, pełnokrwistych utworów.

Cóż, prawie każda piosenka Nicka Cave’a potrafi wywołać gęsią skórkę. Niewielu artystów poświęciło swoją karierę śpiewaniu o makabrycznych rzeczach. W tekście Song of Joy znajdziecie informacje o tym, że podmiot liryczny poznał kobietę imieniem Radość. Co ciekawe, kiedy dziewczyna zamieszkała w domu bohatera piosenki, sąsiedzi mówili, że radość była obecna tylko w jej imieniu.

Małżeństwo miało trzy córki. Pewnego dnia, kiedy podmiot liryczny wrócił do domu od chorego kolegi, zastał żonę związaną i zadźganą nożem. Jego córki również nie żyły. Wszystko wskazuje na to, że ktoś je zamordował. Tylko kto mógł to zrobić?

Z dalszej części tekstu wynika, że sprawcą morderstwa mógł być sam podmiot liryczny. Na początku piosenki pojawia się cytaty z Raju Utraconego – wygląda na to, że bohater lubi ten poemat. Potem okazuje się, że po okolicy grasuje seryjny morderca, który przy ofiarach zostawia cytaty z Raju Utraconego.

Podmiot liryczny rozpoczyna tułaczkę. Pewnej nocy staje przed drzwiami kolejnej rodziny. Pyta o wolny pokój i otrzymuje zaproszenie do środka.

EMINEM KIM

Na koniec znowu wracam do białego rapera z Detroit. Jeśli na początku tekstu wspomniałem, że 3 a.m. jest jednym z jego najbardziej przerażających utworów, to nie mogę pominąć Kim. Kawałek jest dedykowany byłej żonie rapera. Jeśli ktoś z Was interesuje się amerykańskim rapem, to z pewnością wiecie, że ikona ulicznej muzyki wstąpiła kiedyś w bardzo toksyczny związek z tytułową Kim.

Eminem napisał tę piosenkę, kiedy para nie była już w związku. Raper chciał w jakiś sposób zamanifestować siedzącą w nim frustrację, więc postanowił napisać piosenkę miłosną, która w rzeczywistości okazała się jedną z najbardziej chorych fantazji wszechczasów.

Kim była pierwszym utworem napisanym na nową płytę pt. Marshall Mathers LP – miał to być najlepszy album w karierze rapera. Eminem nie chciał, żeby utwór o jego żonie był tylko bezsensownym wylewem żółci, dlatego powiązał piosenkę z innym utworem. Na poprzedniej płycie (Slim Shady LP) pojawił się utwór 97 Bonnie and Clyde, który opowiadał o tym jak Eminem wraz z córką wywożą ciało Kim, żeby się go pozbyć.

Raper pomyślał, że dobrym zabiegiem będzie napisanie prequelu, w którym opisze jak doszło do zamordowania żony i tak powstała Kim.

W piosence raper jest niestabilny emocjonalnie – raz krzyczy, potem płacze, a innym razem próbuje się usprawiedliwiać i wspominać dawne, lepsze czasy. Podczas słuchania nie miałem żadnych wątpliwości, że bohater utworu całkowicie się pogubił.

Na początku raper wrzuca wstawkę, gdzie mówi spokojnym głosem do swojej ukochanej córki Hailie Jade. Gdyby wyrwać ten fragment z kontekstu, to pomyślałbym, że troskliwy ojciec bawi się z dzieckiem, a za chwilę pójdzie przytulić żonę.

Tak się jednak nie dzieje, bo raper poczuł się zdradzony i w wyniku impulsu od razu zamordował kochanka i pasierba. Zrobił to jeszcze będąc w ich wspólnym domu. Kim została zaciągnięta do samochodu. Potem razem wyruszają w ostatnią wspólną podróż.

Źródła:

Zdjęcie pochodzi ze strony www.pexels.com – na podstawie licencji CC Zero.

Autor wpisu

Mateusz M. (Autor)

Uwielbiam twórczość Edgara Allana Poego i Salvadora Dali. W wolnym czasie czytam książki, oglądam filmy/seriale i rysuję. Najbardziej lubię horrory Stephena Kinga.

Zobacz wszystkie wpisy

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *