Freddie Mercury – opowieść o artyście, który sięgnął gwiazd i podbił scenę rockową

  •  
  •  
  •  

Freddie Mercury, autor najważniejszych piosenek w historii muzyki rozrywkowej, wokalista zespołu Queen i artysta o wyrazistej osobowości scenicznej, która miała się nijak do jego prywatnego życia. Każdy, kto znał go poza estradą wiedział, że Freddie Mercury to skromny introwertyk, który najlepiej czuje się pośród bliskich mu osób. Jak wyglądała jego historia?

Freddie Mercury urodził się w szpitalu na Zanzibarze jako Farrokh Bulsara. Matka artysty mówi, że nadali mu takie imię, ponieważ w latach 50. było ono modne wśród społeczności Parsów.

Młody Farrokh dorastał pod wpływem arabskiej i afrykańskiej kultury. Jego dzieciństwo było zwyczajne jak na warunki właściwe dla Zanzibaru. Chodził do szkoły, bawił się z rówieśnikami, a popołudnia spędzał w porcie, gdzie lubił obserwować statki. Od najmłodszych lat uwielbiał słuchać muzyki, która również pochodziła z różnych kultur, co z pewnością ukształtowało jego późniejsze życie artystyczne.

Rodzina Freddiego wspomina, że jako mały chłopiec lubił przeglądać kolorowe magazyny o modzie i gwiazdach. Od najmłodszych lat interesowało go to, co dzieje się na świecie, zwłaszcza w sferze artystycznej. Gazety, które docierały na Zanzibar z kilkumiesięcznym opóźnieniem, były jedynym oknem na świat zachodu.

NIewątpliwą ciekawostką z życia artysty było to, że zbierał znaczki. Od 1993 roku jego kolekcja znajduje się w londyńskim Muzeum Poczty.

Farrokh Bulsara staje na indyjskiej ziemi

Mając niespełna 9 lat, Freddie wyjechał do Indii, gdzie mieściła się szkoła z internatem, do której uczęszczał przez kolejne 8 lat. Po trwającej niemal 2 miesiące podróży statkiem, Farrokh dotarł do Bombaju, miasta liczącego wówczas aż 16 milionów mieszkańców.

Doświadczył ogromnego szoku kulturowego, ponieważ sam pochodził z miejscowości zamieszkiwanej zaledwie przez 60 tysięcy osób. Można sobie tylko wyobrazić, co musiało czuć ośmioletnie dziecko zagubione pośród wrzawy wielkiej i kompletnie nieznanej mu metropolii. Zainteresowanie nowym światem mieszało się z tęsknotą za domem, której na co dzień doświadczał.

To właśnie w szkole św. Piotra w Panchgani zaczęto nazywać go Freddiem. Szkolne kroniki wskazują, że artysta występował w wielu sztukach teatralnych, często wcielając się w role kobiece. W szkole ujawnił również talent do śpiewania i gry na fortepianie. Był też całkiem niezłym sportowcem.

W latach szkolnych grał w zespole, który nosił nazwę The Hectics. Dodatkowo udzielał się w chórze. W tamtych czasach chłopcy nie spotykali się z dziewczynami w szkole. Jedynym miejscem, gdzie mogli przebywać razem był kościół podczas prób chórowych. Jedna z koleżanek Freddiego mówiła, że siedząc w ławkach można było nawzajem przekazywać sobie z rąk do rąk miłosne liściki. W tamtym czasie Freddie zakochał się platonicznie w dziewczynce o imieniu Gita Choksi. Ona jednak nie zwracała na niego uwagi. Jedna z kobiet wspomina, że Freddie miał wystające zęby i przylizane włosy, więc był raczej nie budził zainteresowania koleżanek.

Ponadto, Freddie był nieśmiałym chłopakiem, a w kompleksy wpędzały go głównie wystające zęby będące już na zawsze charakterystyczną cechą jego wyglądu. Już jako dorosły mężczyzna i gwiazda rocka, podczas występów przed kamerą zwykle starał się zakrywać je górną wargą lub dłonią, zwłaszcza, kiedy wybuchał gromkim śmiechem.

Wydawałoby się, że Freddie nigdy nie stanie się typem frontmana, za którym mogłyby szaleć tłumy.Nie był typem bożyszcza nastolatków jak współczesne super gwiazdy. Mimo to, potrafił zjednać sobie publiczność. Miał charyzmę, a w jego przypadku było to znacznie ważniejszym atrybutem niż wygląd.

Jego rozwój artystyczny podczas pobytu w Indiach niewątpliwie wpłynął na późniejszy rozkwit talentu w Wielkiej Brytanii. Freddie po prostu potrzebował odpowiednich warunków, aby się rozwinąć, a szczęście w nieszczęściu sprawiło, że po powrocie ze szkoły do domu, jego rodzina musiała uciekać z Zanzibaru ze względu na wojnę domową, która wybuchła w 1964 roku.

Farrokh Bulsara staje na angielskiej ziemi

Wydawałoby się, że rodzina Bulsara została wykorzeniona, ale osiedlenie się w Londynie można uznać za pierwszy ważny krok w ewolucji Freddiego i ukształtowaniu go jako artysty.

Po ucieczce z Zanzibaru Freddie zamieszkał z rodzicami na londyńskich przedmieściach. Z tej błyskawicznej przeprowadzki cieszył się chyba tylko on. Jego znajomi mówili, że gdyby Freddie mógł wybrać, chętnie urodziłby się w Wielkiej Brytanii, zamiast na Zanzibarze. Od początku pobytu w Anglii marzył o to, aby osiągnąć w życiu coś wielkiego.

W tamtych czasach w Europie zachodziła przemiana kulturowa, której Freddie i jego rodzice stali się uczestniczącymi obserwatorami. Lata 60. były w Wielkiej Brytanii czasem transformacji kulturowej. Dla nowego pokolenia stanowiły okres wyzwolenia.

Młodzi próbowali zerwać z wizerunkiem podobnym do własnych rodziców. Oprócz rewolucji modowej, która oznaczała np. wprowadzenie mini spódniczek, lata sześćdziesiąte były również okresem rewolucji seksualnej i świetności hipisów.

Rodzice Freddiego podchodzili z rezerwą do kultury z jaką spotkali się wówczas w zachodniej Europie. Z kolei on dopiero tam mógł rozwinąć skrzydła i realizować to, co podpowiadała mu artystyczna dusza. Jednak jeszcze wtedy nikt w najśmielszych snach nie podejrzewał, że chłopiec z Zanzibaru stanie się kiedyś super gwiazdą rocka zapełniającą największe stadiony świata.

Jak Farrokh spędzał pierwsze lata w Anglii?

Farrokh po przybyciu do Anglii poszedł do technikum. Chciał iść na akademię sztuk pięknych, ale jeszcze będąc w Bombaju nie zdał tamtejszego egzaminu dojrzałości, co przekreśliło jego szanse na studia. Dopiero po ukończeniu angielskiego technikum mógł wybrać uczelnię wyższą.

Rozpoczął studia w Ealing College of Art na wydziale grafiki, gdzie mógł wyzwolić swoje kreatywne zdolności. Jeszcze będąc w Indiach ujawniał talent malarski, który pomogła mu rozwijać jego ciotka. Kobieta kupowała dla niego materiały plastyczne, aby mógł ćwiczyć swoje umiejętności.

W szkole Freddie nie miał problemów z angielskim. Już jako pięcioletni chłopiec uczęszczał do szkoły prowadzonej przez brytyjskie zakonnice, więc bardzo dobrze władał tym językiem. Podczas studiów dużo rysował. Wiele lat później w wywiadzie Brian May wspominał, że on ciągle coś szkicował. 

Będąc gdzieś w połowie studiów, Freddie zaczął projektować ubrania, a wiele z nich powstało na potrzeby pokazów mody. Moda była dla niego ucieczką przed własną nieśmiałością. Wszyscy, którzy go poznali, opowiadali, że był bardzo skryty, choć za pośrednictwem swojego ubioru starał się kreować odmienny wizerunek. Lokalnie był barwną postacią, obok której trudno było przejść obojętnie. Zupełnie tak, jakby chciał zbudować fasadę wizerunkową, za którą mógł się ukryć we własnej strefie komfortu. Brian May wspominał:

Wszyscy traktowali go jak gwiazdę, choć nią nie był. 

Pierwsza dziewczyna Freddiego powiedziała w jednym z wywiadów, że Freddie był inny niż wszyscy dookoła, ale on nie musiał niczego udawać. Wyróżniała go niezwykła kultura Zanzibaru. 

Wpływ Jimiego Hendrixa na twórczość Freddiego Mercurego

Freddie był wielkim fanem twórczości Jimmiego Hendrixa. Cenił go za wprowadzenie na muzyczną scenę powiewu świeżości, którego w tamtym czasie brakowało. Jimi Hendrix był w pewnym sensie odzwierciedleniem ducha tamtych czasów naznaczonych rewolucyjnym podejściem do kreowania własnego wizerunku.

Można powiedzieć, że późniejszy wizerunek sceniczny Freddiego był pewną inspiracją tego, co znacznie wcześniej robił Hendrix. Jimi był prawdziwym showmanem, a Freddie zrozumiał to doskonale we właściwym momencie, przekładając to na własną wrażliwość i podejście do muzyki.

Początki zespołu Smile

Początki kariery muzycznej Freddiego w Anglii sięgają okresu, kiedy poznał członków zespołu Smile. Było to jeszcze w 1968 roku, długo przed tym zanim sam dołączył do formacji jako wokalista. Podobała mu się muzyka jaką grali, dlatego chodził na ich koncerty, będąc na samym początku tylko ich wiernym fanem. Dopiero w późniejszym okresie zaczął doradzać muzykom kolejne kroki w karierze. W tamtym okresie Freddie przeprosił się ze swoimi instrumentami i po raz pierwszy od opuszczenia Zanzibaru zaczął grać.

W tamtych latach dopiero rozwijał swoje wokalne umiejętności i nie był jeszcze tak oczywistym kandydatem dla zespołów na swojego frontmana. Sam Brian May miał wątpliwości czy Freddie byłby w stanie udźwignąć rolę wokalisty w Smile.

Doświadczenie wokalne zaczął zbierać w zespole Ibex. Zespół inspirował się muzycznymi dokonaniami Jimiego Hendrixa. Co ciekawe, sam sposób trzymania mikrofonu przez Freddiego pochodził jeszcze z czasów, kiedy występował w Ibex. John Taylor, basista zespołu, wspominał, że podczas któregoś z występów Freddiemu odpadł dół od mikrofonu, a on nie potrafił umieścić go z powrotem na statywie. Nie przerywał występu, tylko zaczął wymachiwać mikrofonem i tak powstała ta specyficzna maniera sceniczna.

Kiedy Freddie jeszcze występował z Ibex, zauważył ogłoszenie w gazecie i poszedł na przesłuchanie do nieznanego wówczas zespołu Sour Milk Sea. Dostał angaż i wkrótce potem zaczął grać w nowej kapeli, ale tym razem był to chybiony strzał. Grupa rozpadła się zaledwie po dwóch miesiącach w wyniku nieporozumień na tle muzycznym.

W tym samym czasie Smile grywali w klubach i na uniwersytetach, ale ich kariera nie rozwijała się ani trochę. Najwyraźniej robili coś źle, ale jeszcze wtedy nie zdawali sobie z tego sprawy. 

W 1969 roku zespół Briana Maya i Rogera Taylora zagrał przed większą publicznością w Royal Athlet Hall. Brian wspominał, że Smile było wówczas jedynie zespołem dwóch pasjonatów, którym nie udawało się zrobić kariery jako profesjonalna kapela. W Royal Athlet Hall wystąpili jako jedni z wielu. Nie byli nawet wśród tych najważniejszych wykonawców.

Mimo to w The Times pojawiła się pierwsza recenzja ich występu, choć wówczas autor nie napisał, o jaki zespół chodzi, dlatego treść artykułu pozostała anonimowa.  Określono ich jedynie jako najgłośniejszą grupę.

Mary Austin, pierwsza poważna miłość Freddiego

W 1970 roku Freddie poznał swoją późniejszą partnerkę Mary Austin, która była bardzo ważną postacią w jego życiu. Przez wiele lat byli razem, a potem do końca życia artysty pozostali przyjaciółmi. Para poznała się w Kensington, w undergroundowym domu mody Biba. Brian i Freddie chodzili tam podrywać pracujące w sklepie dziewczyny. Wówczas pracowała tam również Mary. Początkowo spotykała się z Brianem, ale nigdy nie zostali parą. Dopiero z Freddiem połączyło ją uczucie.

Oboje zaangażowali się w związek. Mary była opiekuńcza i dawała Freddiemu uwagę, której potrzebował. Znajomi artysty wspominają, że para bardzo się kochała i wspierała w trudnych chwilach. Kiedy Freddy nie miał nic i dopiero aspirował do bycia muzykiem, Mary była dla niego wszystkim.

Mniej więcej w okresie, kiedy Freddie zamieszkał ze swoją partnerką, dotychczasowy frontman Smile Tim Staffel postanowił opuścić grupę ze względu na brak rozwoju. Tak oto drogi Freddiego znowu przecięły się z kapelą Briana i Rogera. 

Smile zmienia się w Queen, a Bulsara staje się Mercurym

Od 1971 roku Freddie występował w Smile jako frontman. Sam Staffel podsumował w wywiadzie, że zapewne, gdyby wtedy nie opuścił zespołu, dzisiaj świat muzyki wyglądałby zupełnie inaczej. W tym samym roku do zespołu dołączyła jeszcze jedna osoba, a był nią basista John Deacon.

W pewnym momencie chłopaki stwierdzili, że potrzebują przemiany, a jej początkiem była zmiana nazwy zespołu. Freddie uważał, że musi to być coś znaczącego, podniosłego i podkreślającego ich wartość. Stanęło na Queen, co w latach 70. w Wielkiej Brytanii miało  uchodziło za kontrowersyjne. Freddie powiedział kiedyś:

Wymyśliłem nazwę „Queen”. To tylko nazwa, ale jest królewska i brzmi wspaniale. Lubię otaczać się wspaniałymi rzeczami.

Powoli dochodzimy do momentu, kiedy Farrokh Bulsara stał się Freddiem Mercurym. Artysta potrzebował pseudonimu głównie ze względu na swoje pochodzenie. Nie chciał, aby patrzono na jego sztukę przez pryzmat Zanzibaru. Nazwisko Mercury wzięło się z tekstu piosenki autorstwa Briana Maya. Freddie oświadczył, że od tej pory będzie się nazywał Mercury. Brał to do siebie bardzo poważnie. Uznał, że nawiązanie do rzymskiego boga będzie do niego pasowało o wiele lepiej, tym bardziej, że zamierzał stać się wielką gwiazdą rocka i szukał dla siebie bardziej odpowiedniego nazwiska. 

Przy tej okazji warto wspomnieć, że Freddie powiedział jednemu z przyjaciół w barze, że nie zostanie gwiazdą popu, on będzie legendą. Jeszcze wtedy każdy z otoczenia gwiazdora podchodził do tego z dużą rezerwą.

Pierwsze kroki w drodze na muzyczny szczyt. Jak powstał debiutancki album?

Kilka kolejnych lat upłynęło Queen na graniu i walce o uwagę publiczności.  W 1972 roku zespół rozpoczął pracę nad debiutanckim albumem w studiu nagraniowym De Lane Lea. Freddie był wtedy od 2 lat w szczęśliwym związku z Mary Austin i rozwijał się artystycznie. W tamtym okresie studio było niemal ciągle zajęte, a Queen, jako nic nie znacząca kapela, która chciała nagrać demo, musiała pracować nad materiałem między 2 a 6 rano, bo tylko wtedy nikt inny nie zajmował studia.

Album o nazwie Queen pojawił się na rynku w 1973 roku. Niestety ich wysiłki poszły na marne, bo pierwsza płyta w ogóle się nie przyjęła. Brian May wspominał, że po wydaniu albumu chodził do sklepów muzycznych i zapytał o nową płytę Queen, ale jedynym, co słyszał w odpowiedzi było pytanie sprzedawcy: A co to za zespół?

Promocja trwała bardzo długo i musiało minąć jeszcze sporo czasu, zanim ktokolwiek będzie rozpoznawał Queen. 

W 1973 roku zespół ruszył w trasę koncertową jako support najpopularniejszego w tamtym czasie bandu MOTT the HOOPLE. Kapela pod przewodnictwem Briana Maya miała ambicję, aby stać się najpopularniejszym zespołem świata. 

Już wtedy zauważono, że Freddie potrafi złapać świetny kontakt z publicznością. Dziennikarka Rosie Horide wspominała, że wystarczyło, aby Freddie podniósł rękę, a publiczność wstawała, w locie pojmując ten gest. W jednym z wywiadów powiedziała:

Freddie był niesamowity. Prezentował się w sposób, jakiego wcześniej nie widziałam.

Kobieta była pierwszą osobą, która napisała prawdziwą recenzję twórczości kapeli.

Queen II, czyli drugi album zespołu

Brian i Freddie początkowo tworzyli większość tekstów. Dopiero później John Deacon i Roger włączyli się w proces twórczy. Praca nad drugim albumem sprawiła, że artyści poczuli, że robią coś wartościowego. W wyniku pierwszych poważnych współprac z producentami Queen wychodzi na szczyt z piosenką March of the black Queen. Artyści zaczęli rozumieć na czym polega skuteczna promocja muzyczna. Wiedzieli, że potrzebują dobrego singla, aby o albumie zrobiło się głośno. 

Ruszyli w kolejną trasę, ale tym razem byli głównym zespołem występującym na koncertach. Na początku grali dla mniejszych publiczności. Dopiero z czasem z kilku zrobiło się kilkanaście tysięcy osób pod sceną, jednak naprawdę wielkie koncerty Queen zaczęło grać dopiero w latach 80.

Queen wzięli udział w Top of the Pops, aby napędzić sprzedaż płyt, co się udało, a oni wreszcie osiągnęli efekt swoich działań. 3 utwory zespołu znalazły się na listach przebojów, a były to Keep yourself alive, Liar i Seven Seas of Rhye.

Tamtej zimy 1974 roku nastąpił przełom będący splotem kilku zdarzeń. Po pierwsze zespół miał całkiem niezły singiel, a po drugie David Bowie spadł niżej w notowaniach Top of the Pops, co spowodowało, że Queen przebiło się na szczyt.

Idąc za ciosem, Queen zmienili kierunek z progresywnego rocka na coś prostszego, skierowanego do znacznie szerszej publiczności i to był strzał w dziesiątkę. Początkowe oznaki przełomu zmieniły się w prawdziwą lawinę popularności, która wkrótce miała nastąpić. Queen rozpoczął pracę nad trzecim albumem, który miał ich przenieść w zupełnie nowy wymiar.

Sheer Heart Attack i niebywały sukces Killer Queen

Kolejnym przełomowym był album Sheer Heart Attack, na którym Freddie popisał się umiejętnościami wokalnymi. Zespół ponownie pojawił się w programie Top of the Pops pod koniec 1974 roku z utworem Killer Queen.

Zespół ruszył w trasę koncertową po Japonii i Ameryce, gazety pisały o nowych artystach na scenie, a sprzedaż płyt rosła w najlepsze. W Japonii zdobyli uznanie publiczności. Problemem było to, że zespół skarżył się na to, że nie zarabiają pieniędzy za swoją twórczość.

Problemy finansowe zespołu Queen

W połowie lat 70. zespół zaczął popadać w kłopoty finansowe, co było paradoksem w związku z tym, że ich kariera znajdowała się na fali wznoszącej, sprzedaż płyt stale rosła, a kolejne single zajmowały wysokie pozycje na listach przebojów.

Okazało się, że powodem tego stanu rzeczy był fakt, że zespół związał się umową z firmą produkcyjną, która nagrany album sprzedawała wydawnictwu płytowemu. Artyści wspomnieli o tym w utworze Death on Two Legs, komunikując dobitnie, że nie są wynagradzani za wykonywaną pracę.

Talk like a big business tycoon,

You’re just a hot-air balloon,

So no one gives you a damn

Liryczna warstwa tekstu odnosi się bezpośrednio do byłego managera zespołu.

Ludzie z otoczenia artystów wspominali, że wszyscy członkowie zespołu pomieszkiwali wówczas w kawalerkach i na nic nie było ich stać. Roger Taylor mówił, że nie zależało im na zbijaniu fortuny, chcieli po prostu dostać to, co im się należało za wykonaną pracę.

Któregoś razu podczas próby Roger złamał pałeczkę od perkusji, a manager powiedział, że musi uważać, bo nie stać ich na nowe. Nie mogli nawet zapłacić współpracownikom za wykonaną pracę. Freddie uznał, że nie będzie już tworzył, bo nie może znieść tak dziwnej sytuacji. Mimo to panowie postanowili się nie poddawać. 

John Reid zostaje nowym managerem zespołu

W 1975 roku zatrudnili Johna Reida, managera, który opiekował się karierą Eltona Johna. Dopiero współpraca z Johnem sprawiła, że panowie wyszli na prostą, a ich sukces artystyczny zaczął spinać się z sukcesem finansowym. Jednak to zdarzyło się dopiero później.

A Night at the Opera zapewnia Queen sukces komercyjny

Kolejnym przełomowym albumem Queen było A Night at the Opera. To właśnie podczas nagrywania tej piosenki artyści zdali sobie sprawę, że są kompletnie spłukani, zadłużeni i jeśli kolejna płyta nie okaże się hitem, na którym zarobią, będą musieli rozwiązać kapelę.

Bohemian Rhapsody

Pojawił się pomysł nagrania Bohemian Rhapsody. Artyści byli pionierami zapisu wielościeżkowego, który dawał im ogromne możliwości twórcze. Do czego przydała im się ta technika zapisu? Dzięki niej zaledwie trójka wokalistów mogła zaśpiewać jak cały chór. 

Zespół zyskał prawdziwą sławę po wydaniu singla Bohemian Rhapsody. Producent Mike Moran powiedział w wywiadzie, że utwór napisany przez Freddiego był tak nietuzinkowy, że mógł się okazać zarówno spektakularną porażką, jak i największym hitem wszechczasów.

Jednak jak to zwykle bywa z historycznymi wydarzeniami, również Bohemian Rhapsody mogło nigdy nie powstać. Zespół nagrywał utwór w sześciu studiach, co tak naprawdę logistycznie skutkowało tym, że nikt do końca nie wiedział, co z tego wyjdzie. Chłopaki chodzili od studia do studia, słuchając poszczególnych kawałków utworu, a na to wchodził Freddie, który wszystko spinał w jedną całość.

Cały ten bałagan był w stanie połączyć tylko on, a zespół musiał mu zaufać. Kiedy już cudem skończyli, pojawił się kolejny problem. Wytwórnia EMI podchodziła sceptycznie do wydania 6-minutowej piosenki jako singla. Podobnie było później ze stacjami radiowymi i innymi wydawnictwami, które uznawały piosenkę za zbyt długą i namawiały Queen do skrócenia utworu.

John Reid puścił piosenkę Eltonowi Johnowi, który również uznał, że taka piosenka nie ma szans na pojawienie się w radiu. Zespół szedł w zaparte mówiąc, że utwór będzie zagrany w całości albo wcale, co doprowadziło do klinczu. Czas leciał, a Bohemian Rhapsody nie.

W pewnym momencie Kenny Everett – brytyjski komik, DJ i prezenter telewizyjny – zabrał płytę ze studia i puścił ją kilkanaście razy w swoim radiu. To wystarczyło, aby o Queen zrobiło się naprawdę głośno, tak głośno jak jeszcze nigdy. W ten sposób narodził się hit, a cały świat zaczął zauważać brytyjski zespół, który powoli wchodził na muzyczne salony.

Zespół poszedł za ciosem i postanowił nagrać teledysk do utworu, który de facto był pierwszym na świecie teledyskiem. Klip sprawił, że zespół stał się ikoniczny.

Płyta A Night at the Opera przeniosła Queen w inny wymiar muzycznej popularności. Singiel Bohemian Rhapsody znalazł się na szczycie list przebojów, utrzymując się tam aż przez 9 tygodni. 

Niecały rok po premierze albumu zespół zagrał koncert w Hyde Parku, gromadząc pod sceną ogromną publiczność szalejącą na ich punkcie. Artyści sami nie wierzyli, że to było możliwe. 

W okresie, kiedy Freddie razem z Queen święcili kolejne triumfy, ciągle zwiększając swoją popularność, blisko 7-letni związek artysty z Mary Austin rozpadł się. Kobieta przeczuwała, że Freddie się z kimś spotyka, ale nie miała jeszcze wtedy stuprocentowej pewności, że tak było.

Wspominała, że któregoś dnia 1976 roku Freddie wrócił do domu i wyznał jej prawdę o swojej orientacji seksualnej. 

Manager Queen John Reid mówił w wywiadzie, że któregoś razu podczas spotkania z Freddiem wyznał mu, że jest gejem i zapytał wokalistę czy nie stanowi to dla niego żadnego problemu. Wtedy Freddie odpowiedział To tak jak ja!

Początkowo artysta miał ogromny problem ze swoją seksualnością. W jego umyśle spotykały się dwa światy. Jednym z nich była rodzina wywierająca na niego ogromny wpływ i tradycyjne wychowanie, a na drugim biegunie była prawda o nim samym, czyli fakt, że był gejem. W jednym z wywiadów powiedział:

Czasami mam wrażenie, że spotykają się we mnie dwie skrajne postawy. (…) Wydaje mi się, że jestem jednocześnie twardy i miękki.

Źródła podają, że seksualność Freddiego została ukształtowana jeszcze w latach 60. i 70., które charakteryzowały się eksperymentowaniem z biseksualnością, androgenizmem czy transseksualnością.

A Day at the Races i News of the World

Kiedy zespół tworzył A Day at the Races, artyści czuli się wolni, bo zarobili już wystarczająco dużo, aby spłacić długi i mieć za co żyć. Mogli wyzwolić pokłady kreatywności i zdziałać coś jeszcze większego. Tym razem singlem promującym płytę był utwór Somebody to love, który do dzisiaj jest niezwykle popularny.

W pewnym momencie Queen zaczęło coraz częściej pojawiać się w mediach, a było to już po nagraniu albumu News of the World w 1977 roku, którego nazwa de facto wzięła się od nazwy brytyjskiego tabloidu. 

Album News of the World dostarczył światu kolejne wartościowe utwory, które do dziś są wykonywane pod niemal każdą szerokością geograficzną. 

Brian May wspomina, że podczas koncertów zauważyli, że publiczność zna ich teksty na pamięć. Widzowie śpiewali razem z nimi, co w tamtych czasach na koncertach rockowych było czymś absolutnie nowym. Brian doznał olśnienia i zaczął się zastanawiać w jaki sposób można jeszcze bardziej zaangażować publiczność. 

Brian wpadł na pomysł, aby wykorzystać wielościeżkowe nagranie uderzania stopą w deski podłogowe i oklaski. Tak powstała koncepcja utworu We will rock you. Dzięki temu udało się stworzyć wrażenie, jakby cały tłum ludzi uderzał w rytm muzyki. W ten sposób Brian stworzył wielki hit. Freddie z kolei dołożył do albumu swoją cegiełkę w postaci We are the champions. Tak powstał album odnoszący nieprawdopodobny sukces. 

Podczas pracy nad We are the champions, Freddie chciał, aby utwór podkreślał poczucie bycia razem. Tymczasem historia potoczyła się inaczej, a utwór Freddiego stał się międzynarodowym hymnem różnych dyscyplin sportowych i wszelkich sytuacji, kiedy w grę wchodziła rywalizacja.

Koncerty w Stanach Zjednoczonych

W 1977 roku Queen oprócz nagrywania nowych utworów, zajmowali się koncertowaniem. Zespół wybrał się w trasę po Stanach Zjednoczonych, rozpoczynając tym samym blisko ośmioletnią batalię o uznanie publiczności na tym kontynencie. Artyści chcieli podbić Amerykę, bo wiedzieli, że tam znajduje się większa część ich fanów. Management Queen obserwował tamtejszy rynek muzyczny. 

Zauważono, że dominują tam wyluzowane grupy rockowe, ale w tamtym czasie, zdaniem publiczności, Queen do nich nie pasował. Zespół prezentowało zbyt ekstrawagancki styl. Dodatkowo dziwna wydawała się geneza samej nazwy zespołu. Publiczność widziała w tym pewną niekonsekwencję – w kapeli grało czterech facetów, ale z jakiegoś powodu woleli nazywać siebie Queen, zamiast King.

Brian May wspominał, że jego ojciec był przeciwny karierze muzycznej syna. Uważał, że potrzeba mu porządnego wykształcenia, a zabawa na scenie nie zagwarantuje mu jasnej przyszłości. Podejście ojca Briana uległo zmianie dopiero po występie Queen w Madison Square Garden w Nowym Jorku, na którym pojawili się rodzice artysty. 

Po występie ojciec powiedział Brianowi, że dopiero teraz go rozumie. Energia publiczności skumulowana w Madison Square Garden sprawiła, że poczuł to wszystko, czego jego syn doświadczał przez całe muzyczne życie i zaakceptował jego wybór.

Queen zmienia wizerunek sceniczny

W 1979 roku zespół nie wydał żadnej płyty, zajmując się koncertowaniem. To właśnie w tamtym okresie artyści stanęli przed wizerunkowym dylematem, nie wiedząc na jaki zespół powinni się kreować. Mogli iść w stronę punku, ale woleli coś prostego, aby łatwiej dopasować się do bieżących potrzeb ich odbiorców. Znali swoją publiczność i wiedzieli, dla kogo grają. Chcieli to utrzymać, aby wspiąć się jeszcze wyżej.

Dodatkowo John Reid przestał być ich managerem, więc grupa postanowiła samodzielnie zajmować się prowadzeniem okołomuzycznych spraw biznesowych. Szczególnie pomocny okazał się przy tym John Deacon. 

Zespół przestał występować w fantazyjnych strojach, z którymi do tej pory ich kojarzono. Freddie w dalszym ciągu starał się modyfikować swój wizerunek, aby lepiej dopasować się do zmieniającego się otoczenia. Ściął włosy i zapuścił wąsy, które w tamtym czasie były nawiązaniem do środowiska gejów, do którego należał.

Zespół zyskał znacznie bardziej zadziorny wizerunek, który widać między innymi w nagraniu z piosenki Don’t stop me now, która stała się najbardziej znanym utworem zespołu. W tamtym okresie Freddie coraz lepiej rozumiał swoją seksualność i wiedział już kim jest. Jego transformacja wizerunkowa nawiązywała do środowiska gejowskiego, które wtedy wyróżniało się strojami policjantów, wąsami, skórzanymi ubraniami i pasami.

W tamtym okresie zespół doświadczył bardzo wielu zmian. Artyści postanowili przenieść się do Francji. Nie opuścili Anglii na zawsze i nie odżegnywali się od swojego pochodzenia, jednak bolączką zespołu były ogromne podatki, które płacili od swoich zarobków. Z tego względu zdecydowali, że kolejna płyta powstanie na francuskiej ziemi. Był to album Jazz, który z prawdziwym jazzem nie miał kompletnie nic wspólnego, co wielu krytyków zarzucało zespołowi po ukazaniu się wydawnictwa w sklepach. Jednak artyści nie zważali na krytyczne głosy i z okazji wydania albumu, zorganizowali ogromne przyjęcie, na którym sporo się działo.

The Game

Praca nad The Game była arcyciekawa. Freddie napisał linię melodyczną Crazy Little Thing Called Love w ciągu 10 minut, a potem zaczął grać na gitarze akordy utworu, który od tego momentu był prawie gotowy. Niedługo później wszyscy spotkali się w studiu i nagrali właściwy utwór.

Piosenka podbiła listy przebojów w Stanach Zjednoczonych. Queen było na topie swoich możliwości. Z tej płyty wielki sukces święcił jeszcze utwór Another One Bites the Dust, za którego powstanie odpowiadał John Deacon. Basista zespołu był zakochany w muzyce funkowej, która w tamtym czasie prawie w ogóle nie miała racji bytu. Mimo to, zespół postanowił zrealizować ten utwór. Po pewnym czasie podchwyciła go stacja radiowa w Nowym Jorku. Włodarze byli pewni, że Queen to zespół czarnoskórych muzyków, bo w tamtym czasie tylko oni grywali funkowe numery. Stacja puszczała utwór tak często, że nie było innej opcji i wkrótce piosenka stała się wielkim hitem, plasując się na pierwszym miejscu na 9 różnych listach przebojów.

Nie sprzyjały im recenzje publikowane w mediach przez krytyków, ale publiczność ich kochała i o to właśnie chodziło. Okazało się, że utwór, co do którego byli sceptyczni Brian i Roger, okazał się najlepszą piosenką, jaką kiedykolwiek wydało Queen.

Queen rusza na podbój Ameryki Południowej

W 1980 roku Queen było już najbardziej rozpoznawalnym zespołem świata, za którym publiczność szalała. Jednak Freddie zdawał sobie sprawę z tego, że łaska pańska na pstrym koniu jeździ. W wywiadach powtarzał, że trudno jest udźwignąć tak duży sukces, a będąc na szczycie można już tylko polecieć w dół.

Zespół był popularny do tego stopnia, że w 1981 roku pojawili się nawet w Ameryce Południowej, a dokładniej w Argentynie i w Brazylii. Oba kraje były w tamtym okresie pogrążone we własnych konfliktach. Brazylia zmagała się z dyktaturą stosującą represje polityczne wobec swoich przeciwników, z kolei w Argentynie władza była w rękach junty. Zespół spotkał się z krytyką, ale muzycy odcięli się od polityki. Sam Roger Taylor deklarował, że grali dla zwykłych ludzi, a nie dla polityków.

Freddie Mercury chce odpocząć od popularności

Na początku lat 80. zespół nagrał z Davidem Bowie utwór Under pressure. Ten okres w historii Queen był również początkiem ich separacji. Członkowie zespołu zaczynali myśleć o karierze solowej. Mniej więcej w tym samym czasie Roger Taylor nagrał swój pierwszy solowy album. W 1982 roku wyszedł jeszcze album Hot Space, na którym znalazł się utwór przygotowany z udziałem Davida Bowie.

W 1984 roku grupa była już na granicy rozpadu. W tym czasie Roger Taylor miał już na koncie 2 solowe albumy. Potrzebowali przerwy i doskonale o tym wiedzieli. Brian May również realizował swoje własne projekty.

Mimo to muzycy nie zdecydowali się na rozwiązanie zespołu. Uznali, że krótka separacja dobrze im zrobi, a kiedy będą gotowi, wrócą z powrotem do jednego studia, aby nagrywać dalej wspólne kawałki.

Sam Freddie był już zmęczony popularnością, dlatego postanowił wyrwać się z Anglii i wyjechać do Nowego Jorku. Chciał się dobrze bawić, a to miasto wydało mu się do tego wprost idealnym miejscem. Wszyscy, którzy znali Freddiego często wypowiadali się o nim jako o entuzjastycznym człowieku mającym w sobie mnóstwo życia i energii. 

The Works daje Queen powrót na szczyt

Przerwa od wspólnej pracy opłaciła im się, bo po pewnym czasie z nowymi siłami wrócili do studia, aby nagrać The Works. W tym projekcie udało im się wrócić do tego, co kiedyś robili dobrze. To właśnie wtedy powstały takie hity jak Radio Ga Ga oraz I Want to Break Free.

Roger wspominał w jednym z wywiadów, że jego kilkuletni syn powtarzał podczas zabawy coś na kształt radio kaka. Muzyk uznał, że ciekawie to brzmi i postanowił zbudować wokół tego cały utwór. Tym sposobem Queen powróciło po przerwie na muzyczne salony. Wkrótce po tym na koncertach wszyscy klaskali wspólnie w rytm Radio Ga Ga.

Zespół zaczął przywiązywać wagę do teledysków, aby wkupić się w łaski pokolenia MTV, dla którego wizualna część muzycznego performance’u stała się kluczowa w odbiorze utworu. Niestety, teledysk do I Want to Break Free nie trafił w gusta amerykańskiej publiczności, a samo MTV zakazało jego emisji. Od tamtej pory zespół nie odniósł już ponownego sukcesu w Stanach Zjednoczonych.

Na dodatek Queen zaszkodziło sobie wizerunkowo grając koncert w Afryce Południowej. Wszystko dlatego, że w środowisku muzycznym pojawiło się przekonanie, że każdy koncert w tamtym regionie stanowi wyraz poparcia dla apartheidu. Z kolei Queen po raz kolejny odżegnywało się od oskarżeń o popieranie jakichkolwiek ruchów politycznych. Brian May powiedział w jednym z wywiadów:

Zagraliśmy zgodnie z naszymi sumieniami nie zważając na sytuację polityczną. Zagraliśmy taki sam koncert jak w każdym innym miejscu.

Wkrótce zespół zaczął się rozpadać, a sam Freddie zaczął nagrywać solowe utwory. 

Freddie i życie solo

Jego solowe życie na dobre zaczęło się w momencie powstania albumu Mr. Bad Guy. Freddie mieszkał wtedy w Monachium, zastanawiał się nad własnym życiem, zagłębiając się w środowisko gejowskie. Dzielił też czas między twórczość, rodzinę i przyjaciół. Najbardziej niezapomniane dla wszystkich były jego 39 urodziny, z okazji których zorganizował huczną imprezę. Wielu jego znajomych do dzisiaj wspomina o tym w wywiadach. Działy się tam rzeczy, które trudno potwierdzić w źródłach, ale każdego z was odsyłam do zgłębiania tematu na własną rękę.

Owszem, wydawał pieniądze na swoje zachcianki, ale głównie na innych, aby się dobrze bawili.

Tak wspomina Freddiego Barbara Valentin, jego przyjaciółka.

The Magic Tour ‘86 

Po koncercie Live Aid zespół znowu zyskał wiatr w żagle. Zjednoczeni wrócili do studia, aby nagrywać dalej. Przed nimi była największa trasa koncertowa, podczas której każdy występ zagrali na stadionach. Występowali w całej Europie, osiągając najwyższy poziom w karierze. Niestety, to już były ostatnie koncerty z Freddiem Mercurym. W wywiadzie artysta powiedział:

Nadejdzie czas, że nie będę mógł już skakać po scenie, bo stanę się pośmiewiskiem. Wtedy będę musiał zakończyć karierę.

W 1987 roku Freddie występował jeszcze u boku śpiewaczki operowej Montserrat Caballe, z którą wykonywał utwór Barcelona. Przez całe życie był zafascynowany operą i próbował przenieść ją na grunt rockowych piosenek, co udało mu się właśnie z pomocą Montserrat.

Freddie robił wszystko, aby wpleść elementy operowe do rockowych utworów, ale środowisko muzyczne nie pałało do tego pomysłu takim samym entuzjazmem co on i raczej go w tej kwestii wyśmiewano. Muzyczna prasa naigrywała się z ambicji Freddiego, ale operowe środowisko pozwoliło mu rozwinąć skrzydła. 

Ostatnie lata

Dla każdego kto znał artystę, wiadomość o chorobie była jednakowo trudna do przetrawienia. Ostatni partner Freddiego wspominał, że kiedy poznał diagnozę, artysta powiedział mu wprost, że może odejść, ale ten zdecydował się go nie opuszczać i opiekował się muzykiem aż do dnia jego śmierci.

Mimo to, że Freddie spędził ostatnie lata z Jimem, większą część swojego majątku i tak przekazał Mary Austin, z którą do śmierci żył w przyjaznych relacjach. W jednym z wywiadów kobieta wspomniała słowa Freddiego, które wypowiedział tuż przed śmiercią:

„Gdyby sprawy potoczyły się inaczej, byłabyś moją żoną, a to i tak byłoby twoje.”

Manager zespołu Jim Beach dowiedział się o chorobie artysty jako pierwszy, dopiero później członkowie Queen usłyszeli o tym, że Freddie ma HIV. Siostra Freddiego również wspomina sytuację, kiedy poznała diagnozę. W jednym pokoju była ona, Roger i Freddie, który powiedział im prawdę o swoim stanie zdrowia.

Od momentu, kiedy członkowie grupy poznali prawdę, zespół uznał, że będą wszystko tworzyć wspólnie. Dali sobie nawzajem nową siłą, a efektem ich wspólnej pracy był album The Miracle.

Ludzie dookoła zaczynali podejrzewać, że z artystą dzieje się coś niedobrego, kiedy zauważono, że Freddie powoli wycofuje się z życia publicznego. Oliwy do ognia dolała okładka The Sun, na której widniało zdjęcie Freddiego zrobione ukradkiem, kiedy ten wychodził od lekarza. Fotografia przedstawiała słabego i wychudzonego artystę, a tytuł obok zdjęcia brzmiał Smutna twarz Freddiego Mercurego.

Od tego czasu wybuchła sensacja, a dziennikarze spragnieni newsów i rozgorączkowani fani nie dawali zespołowi ani chwili wytchnienia. Queen musiało uciekać do Montrealu, bo spokojna praca w Londynie była niemożliwa.

W miarę jak choroba postępowała, Freddie chciał nagrywać jeszcze więcej utworów, aby jak najmniej rozmyślać o tym, co się z nim dzieje. Artysta starał się utrzymać tempo pracy, ale koledzy z zespołu coraz wyraźniej widzieli, że choroba zaczyna go przygniatać. 

Po sukcesie albumu Innuendo, artyści znowu wrócili do studia nagraniowego. Tym razem teksty piosenek miał napisać Brian. Freddy powiedział mu, że zostało mu już niewiele czasu, ale chce zaśpiewać te piosenki, aby oni już po jego śmierci mogli to wszystko na spokojnie dopracować. Ostatni utwór artysty to Mother Love. Na płycie Made in Heaven, ostatnim albumie studyjnym Queen znajduje się też A Winter’s Tale, ostatnia piosenka napisana przez Freddiego Mercurego.

Tak jak kiedyś sam zapowiedział, Freddie Mercury stał się prawdziwą ikoną. Jeśli na przestrzeni lat jego życia pojawił się ktoś, kto wątpił w jego możliwości, na pewno dzisiaj już wie, że nie miał racji. Artysta, których jest niewielu w panteonie wielkich gwiazd. Człowiek o ogromnym talencie i niespotykanej w show biznesie skromności, który potrafił zjednać sobie publiczność.

Zdjęcie wyróżnione pochodzi z www.pexels.com i jest autorstwa Andrea Piacquadio.

Autor wpisu

Redakcja Bloga

Uwielbiam twórczość Edgara Allana Poego i Salvadora Dali. W wolnym czasie czytam książki, oglądam filmy/seriale i rysuję. Najbardziej lubię horrory Stephena Kinga.

Zobacz wszystkie wpisy

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *