ulubione drinki znanych pisarzy

10 ulubionych drinków najsławniejszych pisarzy

  •  
  •  
  •  

Wśród artystów istnieje wiele popularnych używek, ale najłatwiej dostępną i legalną jest właśnie alkohol. Czym dla wielu byłoby pisanie, gdyby nie możliwość zajrzenia do kieliszka?

Niektórzy popijali, żeby się rozgrzać i tworzyć z większa gracją i lekkością. Inni ulegali nałogowi i tonęli w hektolitrach alkoholu, czego przykładem może być Stephen King. Napisałem o nim już kilka tekstów, do których Was odsyłam. Jeśli jednak będziecie bardziej głodni wiedzy na temat pisarza, mogę polecić jego autobiografię i kilka obszernych wywiadów.

Edgar Allan Poe

Nie tylko według mnie Poe jest jednym z najwybitniejszych artystów wszechczasów. Jego życie i twórczość to pasmo wzlotów i upadków, jednak dopiero przetrwanie jego dziedzictwa świadczy o wielkości artysty.

Straszliwe i ponure wizje świata przedstawiane w utworach Poego przypadną do gustu tylko głęboko nieszczęśliwym lub wyjątkowo wrażliwym jednostkom. Do tej pory zastanawiam się ile w tym wszystkim było brandy, a ile osobistych przemyśleń trzeźwego Edgara Allana.

Pisarz miał ciężkie życie, które mogło stanowić kanwę dla wielu opowieści. Nie mówimy tu tylko o przedwczesnej śmierci jego ukochanej, ale również o zaginięciu artysty, które niestety i dla niego skończyło się tragicznie.

W każdej trudnej chwili Poe przelewał myśli na papier. To z pewnością stanowiło dla niego formę terapeutyczną. Jeśli pisanie nie pomagało, na pewno z pomocą śpieszył ajerkoniak – ulubiony drink Poego, na który miał przepis przekazywany w rodzinie z pokolenia na pokolenie.

Jeśli ktoś chce wypić to, co Edgar Allan Poe, to wystarczy przygotować: siedem jaj, mleko, cukier, bitą śmietanę, brandy i gałkę muszkatołową.

F. Scott Fitzgerald

Oto kolejny pisarz, który nie potrafił żyć bez alkoholu – podobnie jak jego żona Zelda. Ich ulubionym trunkiem był gin. Fitzgerald twierdził, że ginu nie da się wyczuć w oddechu, dlatego jest idealny.

Niestety pisarz zdążył poznać negatywne skutki picia alkoholu. Uważał, że to przez picie zrujnowała się jego relacja z żoną. Choć prawdę mówiąc ta para była wystarczająco toksyczna nawet na trzeźwo.

W latach 20. i 30. XX wieku różnie bywało z dostępnością alkoholu. Jednak Fitzgerald jakoś sobie radził z przyrządzaniem ulubionego drinka na bazie ginu. Jeśli chcecie przygotować coś podobnego, to wystarczą 2 łyżki soku z limonki, woda sodowa i plaster limonki – wszystko podane w wysokiej szklance.

William Faulkner

Miał słabość do whisky. Twierdził, że jedyne, co potrzebuje do pisania to papier, tytoń, jedzenie i szklaneczka whisky. Faulkner byłby dobrym klientem dla wszystkich producentów ch***wego destylatu. Pisarz uporczywie twierdził, że nie ma czegoś takiego jak zła whisky, a cały sens cywilizacji zaczyna się od destylarni.

Faulkner najchętniej pił koktajl na bazie whisky i Bourbona.

Stephen King

Oto pisarz, którego nie mogło zabraknąć w moim zestawieniu. Nie dlatego, że Stephen King w latach 70. i 80. prawie nie trzeźwiał, ale dlatego, że to mój ulubiony pisarz.

Jeśli czytaliście już autobiografię pisarza lub kilka wywiadów, to wiecie, że jego ulubionym alkoholem było piwo. Choć dla wtajemniczonych – kiedy brakowało piwa, King był skłonny wypić nawet zawartość butelki płynu do płukania ust. Pisarz dotarł na samo dno alkoholowej kotliny, kiedy był pijany nawet na pogrzebie własnej matki.

Stephen King przezwyciężył zarówno skłonności do narkotyków, jak również alkoholizm. Jednak przez dłuższy czas pisarz martwił się, że utraci swoją iskrę bożą, kiedy przestanie zaglądać do butelki. Sądził, że tylko alkohol pozwala mu utrzymać wysokie tempo i dobrą jakość książek.

Stephen King pił odkąd to było dla niego legalne, dlatego tak trudno było mu pogodzić się ze zmianą nawyków. Na szczęście trafił na rozsądną kobietę, która potrafiła sprowadzić na ziemię gwiazdę literatury grozy.

Hunter S. Thompson

Ten amerykański pisarz i dziennikarz stanowi dla mnie prawdziwą i do dzisiaj nierozwikłaną zagadkę. Pewnie nie tylko dla mnie, ponieważ autor dziennikarskiego stylu gonzo wciąż ma na świecie rzeszę wiernych fanów.

Jego mocne i bezpośrednie dziennikarstwo było wspomagane licznymi środkami psychoaktywnymi, a także alkoholem. Pewnego razu ktoś na spotkaniu z dużym wydawcą zauważył, że Thompson wypił 20 szklaneczek podwójnej Wild Turkey. Po zakończeniu spotkania wyszedł tak, jakby pił zwykłą herbatę.

Wild Turkey stała się ważna w życiu pisarza. Wątek tej whisky pojawił się nawet w najpopularniejszej książce pisarza –Las Vegas Parano (polski tytuł filmu – przyp. red.). Mimo miłości do tego trunku, pisarz nie zawsze pił czystą Wild Turkey. Lubił mieszać ją z piwem imbirowym.

Truman Capote

Przez większość życia zmagał się z uzależnieniem od alkoholu i narkotyków. Jego ulubionym napojem była mieszanka soku pomarańczowego i wódki. Autor Śniadania u Tiffany’ego mawiał nawet:

Jestem alkoholikiem. Jestem narkomanem. Jestem homoseksualistą. Jestem geniuszem.

Raymond Chandler

Ten amerykański pisarz i scenarzysta pracował dość intensywnie. Pewnie dlatego przez większość swojej artystycznej działalności leciał na wspomagaczach, a jego ulubionym był właśnie alkohol. Chandler twierdził, że nie ma złej whisky, są tylko lepsze i gorsze gatunki.

Pewnego razu Chandler pisał scenariusz do filmu Błękitna Dalia (premiera w 1946 roku – przyp. red.) i pechowo doznał pisarskiej blokady. Nie mógł sklecić kilku słów, podobnie jak Mort Rainey w Sekretnym Oknie.

Ktoś powiedział Chandlerowi, że najlepiej będzie napisać scenariusz do końca będąc kompletnie pijanym. Pisarz uznał, że może rzeczywiście jest to najlepszy sposób na pokonanie twórczej niemocy.

John Houseman ze studia filmowego Paramount został zaproszony przez Chandlera na wspólny lunch, podczas którego mieli omówić szczegóły scenariusza. Jednak przez posiłek należało rozumieć trzy podwójne martini, trzy szklaneczki brandy i crème de menthe.

Następnego dnia scenariusz był dokończony i leżał sobie spokojnie obok pustych butelek po alkoholu.

Ernest Hemingway

Można powiedzieć, że pisarz był entuzjastą alkoholu. Pił dużo różnych trunków, ale najbardziej lubił mojito, które pochodzi z Hawany na Kubie. To tam Ernest Hemingway spędzał najwięcej czasu odpoczywając, myśląc o życiu i tworząc. Osobliwe wydaje się stwierdzenie pisarza, który uznał kiedyś, że człowiek istnieje dopiero, kiedy jest pijany.

Charles Bukowski

Pisarz uwielbiał piwo i Bourbona, ale autobiograficzne kawałki jego powieści wskazują na to, że Bukowski pił wszystko, co wpadło mu w ręce i mogło sponiewierać. Twierdził, że w swoim życiu chodził do najgorszych melin, mając nadzieję, że zginie, ale jedyne, co robił, to znowu się tylko upijał.

Udało mi się dotrzeć do informacji, że w okresie po napisaniu Listonosza, pisarz opróżniał trzy butelki białego niemieckiego wina. W wywiadzie z 1971 roku Bukowski powiedział, że lubi szczególnie butelkowane piwo. Puszkowe uważał za gorsze ze względu na metaliczny posmak.

Bukowski wygłosił wtedy dość długi wywód na temat smaku ówczesnego piwa. Z ciekawszych rzeczy warto wiedzieć, że według pisarza dużo lepiej smakowało piwo produkowane w czasach II wojny światowej. To, które robiono później, było płaskie w smaku. No i zdaniem Bukowskiego pisanie po spożyciu piwa było łatwiejsze niż po whisky – można było pracować dłużej i wydajniej.

Jednak weźcie pod uwagę, że Bukowski lubił dużo opowiadać o sobie i całkiem możliwe, że trochę mitologizował niektóre aspekty własnego życia. Jeśli kogoś interesują ważniejsze szczegóły na temat pisarza, to odsyłam do zbiorów Listów. Tam na pewno znajdziecie chociaż strzępy prawdy.

Oscar Wilde

Choć Oscar Wilde nie należał do artystów, którzy opróżniali kolejne butelki whisky szybciej niż buteleczkę atramentu, to i tak uwielbiał zaglądać do kieliszka. Irlandzki poeta szczególnie przepadał za absyntem i szampanem. Co do tego drugiego napoju – Wilde mógł pić go o każdej porze dnia i nocy.

Z kolei absynt skradł jego serce ze względu na właściwości halucynogenne. Jednak dzisiaj wiemy już, że ten osobliwy trunek nie powinien działać na człowieka w taki sposób. Całkiem możliwe, że jego moc (70% alkoholu – przyp. red.) i pewna doza autosugestii powodowała występowanie halucynacji. A może to po prostu wynikało z alkoholizmu naszych bohaterów?

Oscar Wilde nauczył się pić Zieloną Wróżkę podczas swojego pobytu we Francji. Twierdził, że istnieją 3 etapy spożywania absyntu. Pierwszy to zwykłe picie, drugi – początki nieprzyjemnych halucynacji, a ostatni etap to przyjemne zwidy. Z tego względu przeczekanie drugiego etapu jest bardzo ważne, bo tylko tak można dotrwać do tej najprzyjemniejszej części rytualnego spożywania absyntu.

Choć najprawdopodobniej halucynacje były tylko wytworem wyobraźni pisarza, to i tak jego fani mogą być wdzięczni tej nieprawdopodobnej wyobraźni, która pozwoliła mu jeszcze lepiej tworzyć.

 

Autor wpisu

Mateusz M. (Autor)

Uwielbiam twórczość Edgara Allana Poego i Salvadora Dali. W wolnym czasie czytam książki, oglądam filmy/seriale i rysuję. Najbardziej lubię horrory Stephena Kinga.

Zobacz wszystkie wpisy

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *